Rozdział 3
Pierwszy lęk
Ze snu wyrwał mnie natarczywy dzwonek budzika ustawionego na...6.00 ?!
Krzyknęłam w myślach i zerwałam się na nogi by jak najszybciej zapytać Alexa, który najwidoczniej opuścił swój pokój , co jest powodem przedwczesnej pobudki. Stawiam gołe stopy na zimnej podłodze , która trzeszczy pod moim ciężarem. Czyżby Rachel nie spała ? , myślałam słysząc szelest ciuchów za ścianą. Lekkim pchnięciem otworzyłam drzwi i zamarłam. Alex pakował moje rzeczy do walizki , a raczej już kończył i zamykał ją zwinnie. Podbiegłam by go zatrzymać , ale tak by moja przyjaciółka śpiąca centralnie obok się nie obudziła. Ale ona tylko przewróciła się z jękiem na drugi bok.
- Co ty wyprawiasz ? – szepnęłam wyrywając mu z rąk walizkę- postradałeś zmysły ?
- Nie – powiedział spokojnie zdmuchując blond kosmyki z oczu – o tej porze wszyscy śpią , nawet Beck. Więc – szarpnął mój bagaż i schował za sobą – czas się wynosić z tego piekła póki mamy szansę.
- O czym ty mówisz !? – siadłam na brzegu łóżka nie spuszczając z niego wzroku, ale z lekkim przerażeniem w oczach. Zauważył to i chwycił mnie za rękę.
- Znam tego faceta lepiej niż ktokolwiek inny – mruknął – i żałuję , że pomogłem mu ściągnąć tu tych ludzi – na te słowa zabrałam dłoń z powrotem i podciągnęłam kolana pod brodę.
- Nigdzie nie idę – burknęłam i nakryłam się kołdrą , ale zwinne ręce chłopak ściągnęły ją ze mnie i wzięły moje ciało w ramiona. Szarpnęłam się chcąc wyrwać z jego objęć, ale nie dawał mi nawet ruszyć ręką. Zaniósł mnie do swojego pomieszczenia i zaczął chodzić po nim w tę i z powrotem w zamyśleniu.
- Nie możesz mi zaufać ?
- Póki nie powiesz o co chodzi , to nie – skrzyżowałam ręce na piersi i zauważyłam , że mam na sobie nieco przy krótkie spodenki i bluzkę z mocno wyciętym dekoltem. Cofnęłam się parę korków i usiadłam na blacie biurka .
- Mój ojciec – szepnął – Jest chory. Nie na raka czy tym podobne, tylko chory w sensie...nienormalny ? – usta trzęsły się Alexowi ze strachu dlatego wiedziałam , że mów prawdę – Zabił swoją kochankę i moją mamę , jego żonę, bo uważał że nie są warte życia. Obie go zdradzały – zakryłam dłońmi usta wykrzywione do krzyku i zadrżałam.
Jesteśmy tu sami w lesie , pozbawieni innej opieki niż facet, który jest psychicznym mordercą swoich miłości życia ?
- On mówi , że ma plan – ukryłam się bardziej za rękoma – Plan by zniszczyć dzieci , które przyjechały tutaj. Według niego nikt nie powinien żyć , chce odebrać szczęśliwym rodzinom , które wysłały swoje dzieci tu do nas , córki , synów, chce żeby stracili cos co on stracił przez swoją głupotę ! – podeszłam do chłopaka i objęłam go. Oboje trzęśliśmy się ze strachu , ale to on jest bardziej przerażony niż ja sama. Boi się , że może źle skorzystać na tym iż wypaplał mi mroczną przeszłość Becka.
- Proszę ... idź do niego – szepnął mi do ucha.
- Do kogo ? Gdzie mam uciekać ? – objęłam go jeszcze mocniej.
- Powiadomiłem Ethana , będzie wiedział , że piękna rudowłosa do niego zajrzy w poszukiwaniu schronienia.
- A Rachel ? – zapytałam z niepokojem.
- Zaprowadzę cię na tyle ile mogę , a potem wrócę po nią, Obiecuję- skinęłam głową i z drżącą ręką wzięłam ciuchy , żeby przygotować się do marszu.
***
Śnieg padał lekko osadzając się na moich włosach i ramionach. Wyszliśmy tradycyjnie przez okno , ponieważ przy drzwiach głównych zamontowano monitoring , podobnie jak na ganku , więc tak, okno. Zsunęłam się na dół po rynnie , jakbym robiła to bardzo często i wylądowałam w niskiej zaspie śniegu mocząc nogawki spodni. Szybko ruszyliśmy w las.
Serce podskoczyło mi do gardła i zostawiło tam pestkę brzoskwini. Pomyślałam o tym co stanie się gdy zostanę w leśniczówce , o Becku , o tym, że zaraz ujrzę domek ...drewniany. Ugięły się pode mną kolana i przystanęłam gdy zeszliśmy z zasięgu okien budynku. Uklękłam na ziemi i wytarłam twarz dłońmi. Wiszące ciało , wilki , wataha , kobieta , morderca. Wszystko to trzymam w jednej garści a w drugiej przetrwanie , bezpieczeństwo , wolność. Otwieram pierwszą dłoń i wypuszczam z niej wspomnienia z przed pięciu lat. Jestem niemalże pełnoletnia , a strach powinien być mi obcy. Dźwigam się na nogi i biorę głęboki wdech, a powietrze które wypuszczam zamienia się w obłoczek pary. Alex idzie przed mną i dźwiga mój bagaż. Ciekawe ile minie czasu gdy Beck zorientuje się , że mnie nie ma. Od początku wydawało mi się , że ma mnie na oku , obserwuje moje ruchy, jakby chciał skopiować moją osobowość. Dlatego unikałam jego spojrzenia. Teraz dzięki tej samej osobie , przedzieram się przez drzewa w poszukiwaniu Ethana. Nie znam go, a będę musiała być z nim sam na sam dopóki Rachel nie zjawi się tutaj z Alexem. Oddycham miarowo i piszczę gdy krzaki poruszają się gdzieś. Wyobrażam sobie wilcze oczy i obślinioną szczękę tuż przy mojej twarzy z ostrymi zębami...Dotykam swoich policzków i wycieram zamarznięte łzy. Łzy rozpaczy za ciepłym pokojem i pościelą. Cholera ! Nie wzięłam plecaka , w którym zostawiłam wszystkie niezbędniki. Takie jak przede wszystkim telefon. W pośpiechu mówię o tym Alexowi , ale ten tylko patrzy za siebie i na zegarek.
- Za późno , pewnie właśnie zauważyli , że cię nie ma – mruknął i przyspieszył marsz ciągnąc mnie za nadgarstek. Pręga na jego twarzy trochę zbladła i pozostawiła po sobie nieprzyjemną bliznę z lekkimi strupkami krwi. Nigdy nie pomyślałabym o ojcu czy matce bijącym własne dziecko , szczególnie to , które pomogło ci w popełnieniu połowy morderczego planu.
- Co zamierza zrobić ? – jęknęłam wpadając na gałąź – Podpalić obóz i uciec do innego miasta ?
- Nie wiem do czego jest zdolny Channel – odezwał się cichym głosem i na chwilę przystanął. Ogarnął nas chłodny powiew, mierzwiący jego włosy i niosący zapach dymu. Jakby ktoś rozpalił ognisko lub w piecu. Chłopak splótł palce z moimi i pociągnął mnie w lewą stronę przez zasypane puchem drzewa.
- Dość – powiedział patrząc się w dół – Dalej idziesz sama- ogarnęło mnie poczucie lęku przed wszystkim. A mianowicie , że zaraz mnie puści i odejdzie z powrotem do piekła zwanego Ladcamp.
- Nie wiem jak iść – przysunęłam się do niego bliżej by nie kłuła mnie od tyłu gałąź , ale pewnie on inaczej to odebrał.
- Idź porostu Chan , wysłałem tutaj Ethana , a on zawsze idzie tą drogą do leśniczówki – wskazał przed siebie – Proszę cię , uważaj – pocałował wierzch mojej dłoni jak wtedy gdy się z nim witałam i odszedł za drzewami , puchem , zostawiając mnie samą z moim przerażeniem i odwiecznym lękiem.
Las rośnie tu od dawnych czasów, zapewne od kiedy przeszedł tędy lodowiec. Słońce nie przebija się przez korony drzew , a na ziemi widać pojedyncze plamy światła. Śnieg , który spadł to nie taki , który szybko się topi i tworzy pojedyncze kałuże. To ten , który przyniósł twardsze , silniejsze płatki. Pokryły ziemię , okryły wszystkie przedmioty i drzewa ,a nawet liście. Z bólem w sercu , a może prędzej strachem przebijam się pomiędzy gałęziami, które coraz częściej zasłaniają mi drogę. Gdzieś tam niedaleko wataha wilków poluje na zwierzynę , a nieopodal czai się mała , bezbronna sarenka , zupełnie jak ja , skubiąca wystającą z pod puchu trawę. Wiatr porusza wierzchołkami sosen zasypując z nich pyłki śniegu. Gdzieś tam chłopak , którego nie znam , szuka rudowłosej „piękności”, a ja nie wiem nawet jak wygląda. Wokół mnie panuje zbyt wielka cisza i nie ma żywego ducha. Później ciszę przerywa szelest liści, z których cicho wyszło zwierzę zostawiając za sobą tylko ślady łap. Z doświadczenia wiem , że to nie pies włóczęgi. Wilk odwrócił się w moją storę , a ja jak najbardziej postanowiłam zachować spokój „ Kiedy go spotkasz pamiętaj , że wyczuje twój strach:” , przypomniały mi się słowa matki przed wyjazdem , więc jak najszybciej uklękłam i wyzbyłam się z siebie lęku numer jeden. Strachu przed zwierzętami leśnymi. Wilczur łypnął na mnie złotawymi oczami , a potem opuścił łeb i odszedł tam skąd przyszedł.
Wydycham z siebie powietrze i wstaję otrzepując się z puchu. Szerokim łukiem omijam miejsce , z którego wyszło zwierzę i wracam na ścieżkę leśną, idę prosto, prosto , prosto. Walizka ciągnie się za mną po śniegu. Materiał zmókł i pewnie połowa ubrań w środku zamarzła na kość. Mimo to brnę natarczywie dalej i czuję przyniesiony wiatrem zapach dymu , ogniska czy domu ? Przyspieszam kroku chwytając bagaż w dłoń i nagle upadam na plecy. Moje ciało ześlizgnęło się po pagórku wraz z walizą i zatrzymałam się cała pokryta śniegiem z dłońmi wierzchem do góry i trzęsącymi nogami. Jakiś ptak odleciał trzepocząc nade mną skrzydłami , a ja usłyszałam tylko kroki ciężkich śniegowców obok mojego ucha i westchnięcie ulgi. Nieznajomy chwycił pasmo moich włosów i strzepał śnieg z oczu , policzków , ust. Ethan. Wnioskuję po tym , że upewniał się czy mam rude włosy. Jestem przemarznięta , pełna strachu i nadziei , ale jedyne co widzę to tylko ciemność pojawiająca się w moich prawie czarnych oczach.
***
- Myślałem , że się nie obudzisz – zawahał się – Channel.
Leżałam owinięta jak mumia w koce na aksamitnej kanapie przy kominku. Moje buty i ciuchy ...Chwila , ciuchy ?! Zrzucam z siebie koce i oglądam w co jestem ubrana. Za duże bokserki opadające mi luźno na biodra i koszulka na krótki rękaw, męska , ale jak widać nie używana. Przebrał mnie gdy ja nie widziałam co się dzieje. Co jeszcze mógł zrobić ? Chłopak podaje mi kubek czekolady o której marzyłam i siada na fotelu z podnóżkiem naprzeciwko mnie.
- Czz...czy Alex wrócił z Rachel ? – Zapytałam drżącym głosem , ale zyskałam tylko pokręcenie głową i spojrzenie w podłogę.
- On...on został przyłapany na ganku przez Becka...naszego ojca i powiedział, że z samego rana przyjechali po ciebie zmartwieni rodzice , bo zmarł ci ktoś bliski i konieczny był wyjazd.
- Alee...
- Schował twoje pozostałe rzeczy w swojej szafie i usunął wszystko z telefonu. Rachel nie wtrąca się w sprawę. Po prostu uwierzyła w to jak wszyscy , łącznie z Beckiem , tak mi przykro Chan- po raz pierwszy spojrzał mi w oczy. Jego były również zielone , jak brata, ale pełne uczuć i ze złotymi plamkami. Miał pełne , wydatne usta i zarysowane kości policzkowe jak wyrzeźbione , podobnie jak inne rysy twarzy. Był rozbudowany , a jasnobrązowe włosy miał postawione chyba na żel , albo niedawno brał prysznic. Z powrotem zasłoniłam się warstwą koców i odwróciłam od niego z pestką brzoskwini w gardle. W mojej głowie zaczyna tworzyć się nowy lęk. Przed przebywaniem sam na sam w domu z nieznajomym. Ale to chyba wszyscy tak mają. Śnieżyca szaleje za oknem , co oznacza, że dzisiaj obóz zostanie w leśniczówce ze swoimi planami i zajęciami i ...Beckiem. Za dwa tygodnie, gdy obóz się skończy , chcę zobaczyć kto przeżył , bo z tego co opowiadał Alex , nie jestem pewna co się wydarzy.
- Ethan ? – zapytałam odwracając głowę w jego stronę – Czy ty też brałeś w tym udział ? – chłopak zaśmiał się i pokręcił głową.
- Większość czasu spędzałem z matką, a kiedy odeszła zamknąłem się w sobie – zerknął na kominek – nie to co Alex. On chciał pocieszać ojca po stracie. Póki nie dowiedział się , że to jego sprawka i ojciec wciągnął go w swoje plany. Myślał , że ja nic nie wiem , ale wiedziałem. Jestem tutaj , a nie w leśniczówce , bo tak chcę ja i ojciec. Żebym był bezpieczny. A mój braciszek zadbał o to żebyś ty też była – pokazał na mnie palcem i z ulgą oparł się na fotelu- Rudowłosa piękność – zamyślił się i przymknął powieki.
- Z tym przesadził – prychnęłam śmiechem.
- Nie , nie wydaje mi się – burknął pod nosem i w jednej chwili znalazł się na kanapie obok mnie- Rachel na pewno się nic nie stanie. Może Alex się z nią zwiąże i uratuje ją przed gniewem Becka...
- Boisz się ? – zapytałam z lękiem.
- Mam dziewiętnaście lat. To nie leży w mojej naturze- położył dłoń na moim czole – Dobrze , że nie masz gorączki i że się obudziłaś. Na górze po prawo jest twoja walizka. Nie chciałem ci do niej zaglądać , więc dałem ci moje stare ubranie.
- Przecież sama się nie ubrałam – rzuciłam mu gniewne spojrzenie , a ten w geście niewinności uniósł ręce do góry.
- Nie jestem zboczeńcem – mruknął i wrócił na swoje miejsce, a ja wstałam i poszłam na górę , dębowymi schodami , by móc obejrzeć moje dotychczasowe miejsce pobytu. Do pokoju prowadziły sosnowe drzwi. Na dużej ścianie znajdowało się wielkie okno zasłonięte firanką a po jego prawej zaścielone łóżko, po lewej wielka szafa obok której stoi walizka
Sunę bosymi stopami po zimnej podłodze i rozwijam rękawy od koszulki. Przez okno do pokoju wpadają promyki świetlne i błąkają się po ścianach , oświetlając każdy najmniejszy widzialny dla oka szczegół. W końcu padają na mnie , a ja czuję lekkie ciepło na skórze. Stawiam kolejny krok bliżej bagażu i chwytam za rączkę. Przyciągam torbę blisko siebie i otwieram ją płynnym ruchem. Ciuchy powkładane byle jak przez Alexa są pogniecione , ale ani trochę nie mokre. Wyjmuję długie dresy i upycham wszystko inne w pobliski kąt. Wtapiam ręce w przyjemniej strukturze materiału i przysiadam na brzegu łóżka , gładząc wolną dłonią poduszkę oprawioną w niebieskawą poszewkę. Wszystko wygląda na nowe, nieużywane i przygotowane na moje niespodziewane przyjście. W mojej głowie rozbrzmiewa dużo myśli i pytań, ale teraz muszę od nich odpocząć. Odpocząć od tego , że żyję teraz w tajemnicy i bez świadomości czy otaczający mnie ludzie są prawdziwi czy podstawieni do całego przedstawienia. Spoglądam w róg przy drzwiach , ten nieoświetlony i wyobrażam sobie zwisający sznur , zakrwawiony cholerny sznur , który ciągnie się w dół i na końcu jest zawiązany w pętlę. Pętla tylko czeka na mnie , na mój ruch w tej grze. Jestem pilotem swego losu i umysłu , a mój poziom sternika podpowiada mi , że czas się przebrać i znaleźć sedno sprawy. Dotrę do niego wtedy , gdy będę gotowa lub gdy odważę się porozmawiać z Ethanem. Stoi w progu drzwi i patrzy za okno , na ustającą śnieżycę i co chwilę przeczesuje swoje włosy w geście zdenerwowania. Chrząkam i skinieniem głowy wskazuję na korytarz. Wyszedł zamykając bezgłośnie drzwi, zostawiając mnie ze stosem palących się pytać w mojej głowie.
Kilka zadrapań na nogach od gałęzi i rozcięcie na łopatce po upadku i przeczołganiu się w dół pagórka. Włosy... każdy sterczy w swoją stronę śmiejąc się ze mnie. Upinam je w wysoki koński ogon i obmywam twarz zimną wodą, która potem spływa przez kurek zlewu zabierając ze sobą łzy z moich policzków. Dalej czuję ich słony zapach na języku. Widzę też , że na skroni mam małą ranę, z której zaczął płynąć strumyczek krwi. Musiałam rozdrapać strupa. Przykładam twarzy wacik i zbiegam po schodach w dół domku, z coraz mniejszym , ale dalszym przerażeniem.
Regały , dużo książek , płyt , telewizor dwa razy większy niż u mnie w domu , dębowy stół przy skórzanej kanapie i porozwalane na niej mapy i gazety.
- Ethan ? – wołam nie za głośno , nie za cicho i zmierzam za zapachem tak cudnym , że nie mogę powstrzymać się od pójścia z jego tropem. A kończy się on w kuchni , przy stole, przy dwóch talerzach. Na jednym i na drugim widnieje porcja kurczaka z warzywami i lampka wina. Rozglądam się dookoła i szybkim ruchem zasiadam przy stole gładząc jego powierzchnię. Drzazga wbija mi się w palce i wydaję z siebie głośny jęk. Gdy próbuję resztkami wzroku ją wyjąć , dłoń chłopaka chwyta mój nadgarstek i przygląda się uważnie kciukowi. Jego twarz znajduje się tylko trochę niżej niż moja , bo Ethan kuca , a ja siedzę , natomiast i tak mogę wyczuć jego ciepły , zrównoważony oddech. Jeżą mi się włoski na karku. Zwinne palce chłopaka wynajdują kawałek drewna bez problemu i strzepują go gdzieś obok.
- Dziękuję – mruczę i wpatruję się w jak myślę obiad.
- Proszę , jedz – Ethan śmieje się na widok mojej miny , która mówi „ Daj mi chwilę prywatności z tym kurczakiem”. Nie zjadam od razu wszystkiego. Głównie to zjadam kawałek po kawałku , ale w odstępach.
- A ty ? – pytam go gdy wpatruje się w swoje ręce i wychodzi z pomieszczenia wzdychając głęboko – Zaczekaj ! – krzyczę i zrywam się od stołu. Kroczę za nim i myślę co zamierza robić chłopak narażony na niebezpieczeństwo z dziewczyną na karku, która marzy o zadawaniu pytań- Nie jesteś za rozmowny ? – kolejne pytanie – Ja mogę mówić , ty nie musisz jak nie chcesz... rozumiem jeżeli Alex sprawił ci mną pewien kłopot.
- Mógł mnie zapytać o zdanie , a nie kazać włóczyć się po lesie za rudą dziewczyną – parsknął i opadł na kanapę w magazynach.
- Rozumiem , może to nie był najlepszy pomysł...
- Też tak myślę – przerywa mi machając dłonią po stole w poszukiwaniu pilota.
- Ale mógłbyś trochę wyluzować. Wiesz, wcale nie jest mi do śmiechu gdy ktoś każe mi uciekać do wścibskiego nastolatka do domu i chronić się przed jego ojcem wariatem- tłumaczę z lekkim rozzłoszczeniem i opadam na fotel obok chłopaka. On mierzy mnie wzrokiem i unosi lewą brew.
- Nie jest wariatem , tylko ma przykrą przyszłość. Nie bądź nadęta , bo robią ci się zmarszczki... Channel – Lodowata wściekłość zebrała się w moich żyłach. Marzyłam dać mu w te jego twarzyczkę i rozciąć wargę.
Dalej !! Podoba mi się to jak opisujesz emocje Channel w lesie :D
OdpowiedzUsuńDzięki ;D
UsuńTylko niech Alex nie ginie ! :(
OdpowiedzUsuńSpokojnie ;)
Usuń