że ona wam się spodoba bardziej. Jest spontaniczna ( PS : nie mam na razie Prologu bo zostawiam go na koniec) i bardziej ....inna. Wczułam się w nią i weszłam w fabułę akcji , dodatkowo moje umiejętności wzrosły znacznie. Miłego czytania.
1
To już czas
Jeżeli mam jechać na zimowy obóz do Hightree , to na pewno nie będę marzła , ani nie umrę z wyziębienia. Co prawda walizka ledwo się domyka pod wpływem ilości wpakowanych przeze mnie do niej ubrań i niezbędników potrzebnych w taką a nie inną pogodę oraz okoliczności.
Dziwi mnie to z jaką łatwością rodzice zgodzili się na mój wyjazd. Bez kłótni , sprzeczek , warunków , jakby nie byli sobą. To mnie zaniepokoiło. Ale doszłam do wniosku , że może moi staruszkowie chcą nieco odpocząć od nastoletnich kaprysów i zyskać trochę czasu dla siebie , nawet jeżeli to tylko dwa upiorne tygodnie.
W nocy musiało spaść sporo śniegu skoro ledwie otwieram drzwi, które blokuje zaspa białego puchu. Z trudem przedostaję się owinięta płaszczem do auta i wpycham gotową walizkę do bagażnika. Wiatr owiewa mi włosy , na których zaczepiają się poszczególne śnieżynki śniegu. Z dachu domu zwisają piękne , a zarazem ogromne sople , aż szkoda mi je strącać dla bezpieczeństwa. Mogłabym zebrać w jednej garści wspaniałe wspomnienia związane ze śniegiem , z kolei w drugiej te mrożące krew w żyłach. Odsuwam wszystkie myśli od siebie. Za godzinę muszę wyruszać , a nie przetrwam bez podręcznego bagażu. Pomyśleć , że odliczałam to kolejne dni w kalendarzu z nadzieją na ten dzisiejszy, a teraz nie jestem już tak zachwycona podróżą jak wcześniej. Przepycham się do drzwi mocząc czubki butów i powoli zaczynam czuć przemoknięte skarpetki. Zanim zamykam drzwi przez szparę zauważam wpatrującego się we mnie chłopaka z chodnika po przeciwnej stronie ulicy. Odśnieża podjazd i co chwilę zerka na mnie jakby z wyczekiwaniem na coś czego nie dostanie. Zatrzaskuję drzwi i osuwam się na ziemię chuchając w dłonie by koniuszki palców odzyskały czucie.
- Tata na pewno cię zawiezie – zza rogu wychyla się blada twarz mojej matki, rzuca mi pytające spojrzenie swoimi zielonymi jak u kota oczami i zbiera długie kruczoczarne włosy w kok – Przyszykuję ci coś na podróż – wycofuje się do kuchni w momencie gdy zrzucam drugi przemoczony but ze zmarzniętej stopy. Nagle w kieszeni spodni rozległ się głos mojego ulubionego solisty śpiewającego piosenkę z najnowszego albumu. Drżącą ręką sięgnęłam po telefon i odebrałam go przykładając ekran do ucha.
- Ss..słucham ? – mówię przemarzniętym głosem wchodząc powoli krętymi, sosnowymi schodami.
- Jesteś gotowa ?! – podekscytowany głos dziewczęcy w głośniku poderwał mnie na nogi. Rachel. No tak , wybieramy się razem na Ladcamp do Raventown – Za godzinę będę u ciebie pod domem ! – nie dała mi dojść do słowa tylko jakby w pośpiechu rozłączyła się bez wyjaśnień. Chowam urządzenie z powrotem do spodni i chwytam wyprany świeżo plecak w sowy z mojej szafy w rogu. Kilka książek , słuchawki , ładowarka , iPad , poduszka, to mój ekwipunek pierwszego stopnia. Bez niego ani rusz gdziekolwiek , bo inaczej to pal licho z wycieczką. Jeszcze aparat fotograficzny i chyba mogę uznać , że jestem w pełni gotowości.
Machając nogami na krześle przy stole i wpatrując się w zwinnie przekrajającą bułkę nożem mamę , dużo rozmyślałam o tym kogo mogę spotkać w Raventown. Więcej mądrych , dziwnych czy też podobnych do mnie ludzi ( tych po środku jak mniemam ). Lecz bardziej moje myśli pobiegły do zajęć na obozie. Wycieczki po lesie ? Ognisko z gorącym kakao ? Wspólne wieczory przy filmach , albo jak w moim przypadku pokój w leśniczówce i łóżko zasypane książkami. Powinnam uprzedzić Rachel , żeby wzięła na zapas parę swoich , ale gdyby nawet chciała je wziąć pewnie nie znalazłoby się miejsca w jej walizce między tuszami do rzęs czy lakierami do paznokci. Nasza przyjaźń jest bowiem zaskakująca, no bo jak dwie różniące się od siebie pod każdym względem dziewczyny , mają znaleźć wspólne tematy do rozmów ? To proste , Rachel lubi opowiadać , a ja z radością wysłuchuję każdego jej słowa i doradzam w chwilach kryzysu , załamania, depresji. Wszystko jedno co przechodzi , ja zawsze jestem deską ratunku dla tej drobniej blondynki o kasztanowych oczach.
Dzwonek do drzwi rozbrzmiewa pół godziny za wcześnie , a przez nie wpada zasypana śniegiem moje przyjaciółka z wielką walizką przy boku.
- Jest straszz..nie zzz..zimno Channel ! – krzyknęła z oburzeniem i zrzuciła z siebie przemokniętą kurtkę na podłogę podobnie jak kozaki na koturnie. Ma oczy w łzach i zmarznięty nos , a dodatkowo nieco sine usta. Zawsze zazdrościłam jej urody. Jest piękna. A ja z moimi standardowymi brązowymi oczami podchodzącymi w czerń i rudymi włosami jestem przy niej straszydłem. Lecz teraz wygląda jak kupa nieszczęścia. Moja mama podbiega do dziewczyny z kocem i owija ją jak własną córkę. Posyłam im lekki uśmiech i przywołuję do stołu.
- Dlaczego tak wcześnie – pytam opierając łokcie na stole – To do ciebie nie podobne.
- Kłótnia z mamą wywołała małe zamieszanie i wyszłam wcześniej w nadziei , że na dworze jest piękna pogoda i zrobię sobie spacer. Jednak gdzieś w połowie drogi do ciebie zaczęłam trząść się z zimna i nie czułam prawie nóg! Wiesz jaką mam słabą kondycję , a ode mnie do ciebie jest kawał drogi Chan- bo owszem jest , tylko , że ja poświęcam wolny czas na bieganie , a Rachel na dobieraniu garderoby i makijażu.
-Bardziej interesuje mnie kłótnia – mruczę – o co znów poszło ?
- Tata nie odśnieżył podjazdu i mama nie miała jak wyjechać do pracy przez co się spóźniła. Wiem , że są ferie , ale potrzebujemy pieniędzy na opłacenie moich studiów i ...-urwała w połowie zdania na widok mojego taty gotowego do wyjścia – Czy to już czas? Znów mam wyjść na ten mróz ? – mina jej pobladła , ale to była prawda. Żeby w tą śnieżycę zdążyć na czas, musimy wyjechać natychmiast. Modlę się by tylko nie spóźnić się przed zamknięciem zapisów.
* * *
Naprawdę liczę na to , że uda nam się dojechać na miejsce zanim zakończą zapiski na obóz Ladcamp. Od pół godziny znajdujemy się w drodze co oznacza , że jeszcze niecałe dwie godziny. Rachel zabrała ze sobą ku mojemu zdziwieniu bagaż wielkością przypominający mój i również plecak podręczny , tyle , że jej wypakowany jest po brzegi , a mojemu do tego daleko. Znając nasze upiorne szczęście przyjedziemy jako ostatnie z obozowiczów i trafi nam się jeden z tych najbardziej upiornych pokojów na samej górze, a co gorsze może na samym dole wśród wielkich okien rzucających obraz na las pełen niespodzianek. Rachel przygotowała specjalną składankę przebojów na swoim telefonie, więc ojczym nie miał innego wyboru jak pozwolić nam rozkoszować się muzyką dzisiejszych czasów , której on nienawidzi. Wspomnienie ostatnich zimowych ferii daje mi nieprzyjemne wspomnienia , których dawno chciałam się wyzbyć , ale moja pamięć chce mnie jeszcze trochę pomęczyć. „Mogło być znacznie gorzej” , wypominała mi matka poklepując mnie po ramieniu przez parę tygodni po tym jak zgubiłam się w lesie i byłam zdana na siebie przez dwa najgorsze dni mojego życia. Dodajmy, że miałam wtedy 13 lat.
Po krótkim postoju zarządzonym w celu uzupełnienia paliwa ruszyliśmy , gdy śnieżyca zrobiła się jeszcze mocniejsza niż przedtem. Zostawiliśmy w tyle pokryte puchem ogródki działkowe , wieże kościołów i dachy małych domków w centrum miasta. Wyobrażam sobie chłód panujący poza szybą auta. Chcę go dotknąć, śniegu na dworze , który przybiera postać śnieżynek opadających na szybkę przed moimi oczami. Niebo jest pokryte chmurami co zwiastuje nieprzewidywalną burzę lub jeszcze gorsze opady puchu. Podniosłam wyżej głowę i spojrzałam na ciemniejące za chmurami słońce , które powoli zachodziło , pozostawiając po sobie ostatnie promyki światła. Gdy wyjechaliśmy zza zakrętu uderzyła w nas fala mocnego wiatru z deszczem i gradem, a przed nami pojawiła się bezkresna przestrzeń pełna drzew , ośnieżonych poboczy i przejaśnionego nieba. Rachel wychyliła się do przodu by zrobić jak najlepsze zdjęcie iPhone’em.
- Ostatnio przypomniała mi się twoja historia z przed czterech lat , gdy zabłądziłaś w lesie i żaliłaś mi się na swoich nieodpowiedzialnych rodziców – mój tata obrócił się na chwilę do tyłu i rzucił przyjaciółce wściekłe spojrzenie- Nie mówiłam tego tak od serca panie Whitress , to tylko taka metafora- auto prawie wpadło w poślizg z powodu nieuwagi kierowcy , ale ojciec szybko zapanował nad sytuacją.
- Cicho bądź ! Przyprawiasz mnie w zły nastrój – chmurzę się – zaraz zacznę myśleć, że ten obóz to był błąd.
- To nie był błąd Channel – spokojny głos z siedzenia przede mną uspokoił mnie nieco – Może zdołasz przekonać się , że to tylko twój umysł wytworzył strach przed drzewami , lasem i czym tam jeszcze...
- Zwierzętami leśnymi – dodaję w pośpiechu i opieram czoło o chłodną szybę.
- Jak na przykład ? – wpatruję się w przykryte puchem korony i drzewka leśne , ukryte również pod bielą. Gdzieś tam czają się...
- Wilki – szepczę – Nienawidzę ich – komentuję i przymykam powieki w nadziei , że nie będzie więcej pytań.
Tym razem gdy coś mi się stanie , będzie to sprawa opiekunów i szefa obozu, a nie wina moich rodziców , do których nie będę mogła mieć pretensji.
Staram się odrzucić od siebie jak najgorsze myśli o wycieczkach po lasku , czy też ognisku w środku dziczy. Przed trzema latami możliwość spędzenia choćby dnia w takim miejscu nie było brane pod uwagę. Mam siedemnaście lat i przed uzyskaniem pełnoletniości chcę pozbyć się strachu , który mnie męczy. Coś jak strach przed sceną w dzieciństwie. Dobrze , że chociaż na widok samych sosen mnie nie zemdliło.
Leśniczówka należała bowiem do właściciela obozu. Wysokiego bruneta w wieku bynajmniej mojego taty, tylko bardziej muskularnego. To miejsce przypomina mi zakład wojskowy , ale może to tylko pozory. Nie dajmy się zwieść temu co będzie w środku.
A panowała tam miła , ciepła atmosfera. Trzy grupki ludzi stały i rozmawiały w ciszy, wymachując kluczami do swoich pokojów. Cała prawa ściana pokryta była obrazami dzikiej natury , a podłoga wyłożona skórami , futrami zwierzęcymi co mnie trochę zdziwiło. Na zegarze z prawej zauważyłam iż przyjechaliśmy na czas. Nie za wcześnie i nie za późno , tak jak planowałam , chociaż ulewa ani trochę nie zelżała.
Szef , Beck , przywitał nas i rozdał zebranym papiery. Zanim jednak odszedł poprosiłam go o pokój nie na dole i nie na samej górze. Jak na życzenia dostałyśmy pokój 15 , idealnie po środku całej leśniczówki.
- Masz może gumę do żucia? – Rachel zaglądnęła do kieszeni mojej kurtki i wygrzebała z niej torebkę Orbit. Wyciągnęła dwie pastylki i położyła je sobie na języku- Muszę odświeżyć oddech – wyjaśniła gdy rzuciłam jej pytający wzrok. Natomiast jej oczy spoczywały na naszym szefie, Becku . Błee.
Zaciągnięcie walizek na samą górę było wycieńczające , pełne wysiłku i niesprawiedliwe biorąc pod uwagę to , że ja niosłam dwie wielkie torby , a Rachel tylko dwa lekkie plecaki. Nie urywam , że możliwość iż jej plecak jest cięższy od mojej walizki istnieje. Tylko pod względem wyglądu , to niesprawiedliwe. Gdy staję zdyszana przed drzwi do naszego pokoju i prostuję się , coś przeskakuje mi w kręgosłupie i przyprawia o ból . Wręczam mojej przyjaciółce klucze by otworzyła drzwi w czasie gdy ja rozmasowuję ból pośrodku pleców. Kopniakiem otwiera drzwi i zatrzymuje się na chwilę w progu by upewnić się , że to nie żart. Po przeciwnej stronie pomieszczenia stał zielonooki blondyn z rozbudowaną sylwetką i uśmiechem na twarzy. Pomachał mu zza pleców Rachel i przepchnęłam się obok niej z bagażami.
- Przepraszam? – wydusiła z siebie w końcu – Co ty tu – zaczęła wymachiwać rękoma w geście pokazania przydzielonego nam pokoju.
- Nie ma miejsca w leśniczówce , a wy zostałyście przydzielone do mnie – zaśmiał się – Jestem Alex , syn właściciela leśniczówki – wyjaśnił jak najwolniej – Pokoje są trzyosobowe , zajmę ten pokój obok a wy zostaniecie tutaj. Spokojnie , nie jestem seryjnym mordercą.
To miał być żart, ale mi na myśl z dzieleniem pokoju wraz z mordercą i to w lesie przyprawiło o mdłości i serce podskoczyło mi do gardła. Mimo to wydusiłam z siebie iskierkę śmiechu.
- Mamy nadzieję . Rachel ? – machnęłam jej dłonią przed oczami , żeby się ocknęła – Biorę łóżko od okna – rzucam się na nie z pośpiechem i wczuwam się w zapach płynu do prania wokół siebie- Jestem Channel – podałam rękę stojącemu obok chłopakowi , a on pocałował jej wierzch.
- Miło mi – mrugnął do mnie lewym okiem i oddalił się do swojego pokoju obok.
- Fajny gość - skwitowałam i rzuciłam w Rachel poduszką – No błagam ! Będzie fajnie ! – wyrzuciłam ramiona w geście radości , choć w środku mnie strach bił się ze wszystkimi innymi uczuciami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz