1 lutego 2015

ROZDZIAŁ 4


Rozdział 4 

  Był czerwcowy wieczór , a może raczej czerwcowa impreza u Rachel. Dużo ludzi , porozwalanych butelek z piwem i papierosów , których dym unosił się w każdym pomieszczeniu domu i na zewnątrz. Brakuje tylko torebek z białym świństwem.
Nie miałam ochoty iść. Była to ostatnia rzecz, którą chciałam zrobić. Ale miał być Tom. Moja licealna miłość, która nie spełniła się od dwóch lat. Miałam nadzieję , że może on został przy zdrowym rozumie. W końcu nie był jakimś tam chłopakiem , bo wtedy nie spodobałby mi się od tak. Nie podobało mi się natomiast to , że jego brat był najbardziej pijanym nastolatkiem na imprezie. Szukałam Toma chodząc w tę i z powrotem po różnych pokojach w domu. Zaglądałam nawet do pokoju Rachel , gdzie może schował się przed bandą imprezowiczów. To co zobaczyłam w tej sypialni , zostaje w niej na zawsze.
A więc kroczyłam , przez dym , zapach alkoholu i omijałam ledwo stojących ludzi. Rachel machała mi z tłumu ludzi prezentując komuś swoje piersi. Nie było to trudne , z racji iż dekoltu w sukience równie dobrze mogło by nie być. Ktoś chwycił mnie w jednej chwili za łokieć i popchnął w stronę opustoszałego pokoju rodziców. Tom ? Spojrzałam na ciągnącą mnie osobę i krótkich  brązowych. Tom był blondynem. Szarpnęłam reką zbyt za późno , bo drzwi od pokoju się zatrzasnęły , wiążąc mnie razem z chłopakiem. Wysoki , umięśniony, nie pachniał alkoholem , ani dymem. Chodził cicho jakby na palcach , a jego dotyk na moim nagim ramieniu był zimny , prawie parzący zimnem. Odsunęłam się od tajemniczego i uderzyłam dłonią w miejsce na ścianie , gdzie był włącznik światła. Sypialnia rozjarzyła się blaskiem. I tylko światło  było moim towarzyszem. Rozejrzałam się dookoła z nutką desperacji . Pusto.
- Tu jesteś ! – usłyszałam za sobą cichy szept i woń piwa. To już nie on. Światło pochłonęła paniczna ciemność , a ja z sykiem wylądowałam na materacu, przez popchnięcie. Następny chłopak był przeciwieństwem. Szorstka skóra i brutalne ruchy. Zaczęłam panikować. Moje usta wykrzywiły się do krzyku , ale zamiast niego pojawiła się na moich wargach taśma. Jej kawałek. Szarpnęłam nogami i kopnęłam napastnika w żebro. Nie ustępował. Usiadł na mnie rozkrokiem i z uśmieszkiem na twarzy , który zobaczyłam w ciemności , przygwoździł mi nadgarstki po obu stronach głowy.  Siniaki były już odczuwalne na moich dłoniach , a włosy kleiły mi się od potu do czoła. Czarna koronkowa sukienka podjechała do góry, a szorstkie dłonie otoczyły moją talię, puszczając ręce, gdy przesiąknięty winem język wdarł się do mojej buzi. Szarpnęłam ciałem. Sukienka była jeszcze wyżej. Palce chłopaka dotknęły sprzączki mojego stanika. Wymachiwałam nogami na wszystkie strony sprawiając , że spódniczka była już za wysoko, a część mojej bielizny leżała obok mojego ucha. Poddałam się. Moje nadgarstki znów były unieruchomione, a w buzi miałam smak taniej wódki. Policzki płonęły mi , a nogi ustały. Odetchnęłam głęboko, modląc się żeby ktoś przyszedł. Proszę. Wymawiałam na głos to słowo cały czas. Nie wiem kiedy zorientowałam się , że leżę bezwładnie na łóżku rodziców Rachel i nie mam na sobie nic prócz łez. Moje ciało okalało zimno , a mój umył był wyzwolony od wszystkiego. Wspomnienia znikły. Nic nie pamiętam... nic nie pamiętam. Zaczęłam szlochać , ale dalej się nie ruszałam . Zostałam tak dopóki nie znalazła mnie rano przyjaciółka i poprosiła o to bym nie wspomniała o tym nawet rodzicą , bo będzie miała skrócone życie. To było egoistyczne i potworne. A nawet nie wdziałam twarzy chłopaka , który pozbawił mnie ostatniego pierwszego razu w moim życiu.

***

Budzę się na fotelu z krzykiem tak głośnym , że Ethan zbiegł z dołu i zapalił światło. Był środek nocy. Zasnęłam i przypomniałam sobie jeden z najgorszych momentów mojego życia. Zakryłam dłońmi twarz i wrzasnęłam „Przepraszam” w stronę chłopaka gdy ten z obojętnym wyrazem twarzy zawrócił do swojego pokoju. Połowa schodów za nim. Powiedz to ! Jest już prawie na górze. Nie bądź głupia !
- Ethan ...- powiedziałam na tyle by mnie usłyszał – Zaniesiesz mnie na górę ? – wytarłam wierzchem dłoni policzki całe od łez i zmrużyłam oczy. Chwila , która nastąpiła później była niezręczna. Chłopak stał na schodach w zamyśleniu i ziewał raz za razem. Nie odzywałam się już więcej, to była tylko jedna prośba do niego. Jak widać równie nie skuteczna. Skuliłam się podciągając kolana pod brodę i rozejrzałam. Chatka, środek lasu, lina , ciało. Po twarzy spłynęły niewinnie kolejne strumyki słonej wody. A potem ? Ethan zszedł na dół i stanął przede mną gryząc się w wargę. Jego jedna ręka była pod moimi kolanami a druga trzymała mnie w talii. Teraz zdawałam sobie sprawę, że jestem niesamowicie drobna. Każdy schodek w górę był dla mnie kolejnym krokiem bliżej rozstania się z jego ramionami. Zmoczyłam mu rękawek koszulki łezką i przymknęłam oczy by nie patrzeć kiedy dojedziemy na samą górę. Schody trzeszczały pod naszym ciężarem i w końcu skończyły się. Zacisnęłam pięść na skrawku piżamy chłopaka i usłyszałam otwierające się drzwi. Wdech... wydech. Koszmary są tuż tuż. Wydech...Położył mnie lekko na łóżku i wyjął coś z zapełnionej szafy...Chwilkę ? Moja była pusta. Rozejrzałam się dookoła, a ku mojemu zdziwieniu byłam w jego pokoju. Strach zebrał się w moich żyłach i eksplodował kiedy Ethan nakrył mnie swoją kołdrą  i położył się obok mnie z mruknięciem owijając się kocem. Szybko odwróciłam się do niego plecami, ale po paru minutach zmieniłam pozycję lokując się na plecach. Miał wyrównany oddech , a włosy opadały mu gładko na czoło. Leżałam na skrawku materaca. Cholera ! Przysunęłam się nieco bliżej niego i zamarłam na jego głos.
- Możesz przestać się wiercić – burknął pod nosem. Nie spał.
- Sorki – zostałam z powrotem na skraju łóżka podziwiając wołająca o moje ciało podłogę. Jeszcze cal bliżej , a zlecę.
- Channel ? – spytał cicho.
- Tak ? – wyszeptałam ciszej gryząc wargi i czując krew na języku.
- Wiem , że zaraz spadniesz – powiedział – Czy ty się boisz przesunąć ? – parsknął i zadrżałam gdy złośliwie przesunął się w moją stronę pozbawiając mnie przestrzeni.
- To nie jest normalne ! – warknęłam. Obcy koleś , ja w jego sypialni. Nie , nie , nie ,nie.
- To ja może pójdę do ciebie – zerwał się i poszedł w stronę drzwi. Szybko przesunęłam się bliżej środka z żalem w sercu.
- Nie...musisz – opatuliłam się  w jego kołdrę , która pachniała nim cała. Miałam nadzieję, że wróci. Chciałam żeby nie wychodził. Nie wyszedł. Z powrotem znalazł się obok mnie , tym razem przodem i zasnął. Ja też zasnęłam , kiedy byłam już za bardzo zmęczona patrzeniem jak śpi.

CDN.

30 stycznia 2015

3. PIERWSZY LĘK Ciąg Dalszy ! :D

Rozdział 3 
Pierwszy lęk 

Ze snu wyrwał mnie natarczywy dzwonek budzika ustawionego na...6.00 ?!
Krzyknęłam w myślach i zerwałam się na nogi by jak najszybciej zapytać Alexa, który najwidoczniej opuścił swój pokój , co jest powodem przedwczesnej pobudki. Stawiam gołe stopy na zimnej podłodze , która trzeszczy pod moim ciężarem. Czyżby Rachel nie spała ? , myślałam słysząc szelest ciuchów za ścianą. Lekkim pchnięciem otworzyłam drzwi i zamarłam. Alex pakował moje rzeczy do walizki , a raczej już kończył i zamykał ją zwinnie. Podbiegłam by go zatrzymać , ale tak by moja przyjaciółka śpiąca centralnie obok się nie obudziła. Ale ona tylko przewróciła się z jękiem na drugi bok.
- Co ty wyprawiasz ? – szepnęłam wyrywając mu z rąk walizkę- postradałeś zmysły ?
- Nie – powiedział spokojnie zdmuchując blond kosmyki z oczu – o tej porze wszyscy śpią , nawet Beck. Więc – szarpnął mój bagaż i schował za sobą – czas się wynosić z tego piekła póki mamy szansę.
- O czym ty mówisz !? – siadłam na brzegu łóżka nie spuszczając z niego wzroku, ale z lekkim przerażeniem w oczach. Zauważył to i chwycił mnie za rękę.
- Znam tego faceta lepiej niż ktokolwiek inny – mruknął – i żałuję , że pomogłem mu ściągnąć tu tych ludzi – na te słowa zabrałam dłoń z powrotem i podciągnęłam kolana pod brodę.
- Nigdzie nie idę – burknęłam i nakryłam się kołdrą , ale zwinne ręce chłopak ściągnęły ją ze mnie i wzięły moje ciało w ramiona. Szarpnęłam się  chcąc wyrwać z jego objęć, ale nie dawał mi nawet ruszyć ręką. Zaniósł mnie do swojego pomieszczenia i zaczął chodzić po nim w tę i z powrotem w zamyśleniu.
- Nie możesz mi zaufać ?
- Póki nie powiesz o co chodzi , to nie – skrzyżowałam ręce na piersi i zauważyłam , że mam na sobie nieco przy krótkie spodenki i bluzkę z mocno wyciętym dekoltem. Cofnęłam się parę korków i usiadłam na blacie biurka .
- Mój ojciec – szepnął – Jest chory. Nie na raka czy tym podobne, tylko chory w sensie...nienormalny ? – usta trzęsły się Alexowi ze strachu dlatego wiedziałam , że mów prawdę – Zabił swoją kochankę i moją mamę , jego żonę, bo uważał że nie są warte życia. Obie go zdradzały – zakryłam dłońmi usta wykrzywione do krzyku i zadrżałam.
Jesteśmy tu sami w lesie , pozbawieni innej opieki niż facet, który jest psychicznym mordercą swoich miłości życia ?
- On mówi , że ma plan – ukryłam się bardziej za rękoma – Plan by zniszczyć dzieci , które przyjechały tutaj. Według niego nikt nie powinien żyć , chce odebrać szczęśliwym rodzinom , które wysłały swoje dzieci tu do nas , córki , synów, chce żeby stracili cos co on stracił przez swoją głupotę ! – podeszłam do chłopaka i objęłam go. Oboje trzęśliśmy się ze strachu , ale to on jest bardziej przerażony niż ja sama. Boi się , że może źle skorzystać na tym iż wypaplał mi mroczną przeszłość Becka.
- Proszę ... idź do niego – szepnął mi do ucha.
- Do kogo ? Gdzie mam uciekać ? – objęłam go jeszcze mocniej.
- Powiadomiłem Ethana , będzie wiedział , że piękna rudowłosa do niego zajrzy w poszukiwaniu schronienia.
- A Rachel  ? – zapytałam z niepokojem.
- Zaprowadzę cię na tyle ile mogę , a potem wrócę po nią, Obiecuję- skinęłam głową i z drżącą ręką wzięłam ciuchy , żeby przygotować się do marszu.


***

Śnieg padał lekko osadzając się na moich włosach i ramionach. Wyszliśmy tradycyjnie przez okno , ponieważ przy drzwiach głównych zamontowano monitoring , podobnie jak na ganku , więc tak, okno. Zsunęłam się na dół po rynnie , jakbym robiła to bardzo często i wylądowałam w niskiej zaspie śniegu mocząc nogawki spodni. Szybko ruszyliśmy w las.
Serce podskoczyło mi do gardła i zostawiło tam pestkę brzoskwini. Pomyślałam o tym co stanie się gdy zostanę w leśniczówce , o Becku , o tym, że zaraz ujrzę domek ...drewniany. Ugięły się pode mną kolana i przystanęłam gdy zeszliśmy z zasięgu okien budynku. Uklękłam na ziemi i wytarłam twarz dłońmi. Wiszące ciało , wilki , wataha , kobieta , morderca. Wszystko to trzymam w jednej garści a w drugiej przetrwanie , bezpieczeństwo , wolność. Otwieram pierwszą dłoń i wypuszczam z niej wspomnienia z przed pięciu lat. Jestem niemalże pełnoletnia , a strach powinien być mi obcy. Dźwigam się na nogi i biorę głęboki wdech, a powietrze które wypuszczam zamienia się w obłoczek pary. Alex idzie przed mną i dźwiga mój bagaż. Ciekawe ile minie czasu gdy Beck zorientuje się , że mnie nie ma. Od początku wydawało mi się , że ma mnie na oku , obserwuje moje ruchy, jakby chciał skopiować moją osobowość. Dlatego unikałam jego spojrzenia. Teraz dzięki tej samej osobie , przedzieram się przez drzewa w poszukiwaniu Ethana. Nie znam go, a będę musiała być z nim sam na sam dopóki Rachel nie zjawi się tutaj z Alexem. Oddycham miarowo i piszczę gdy krzaki poruszają się gdzieś. Wyobrażam sobie wilcze oczy i obślinioną szczękę tuż przy mojej twarzy z ostrymi zębami...Dotykam swoich policzków i wycieram zamarznięte łzy. Łzy rozpaczy za ciepłym pokojem i pościelą. Cholera ! Nie wzięłam plecaka , w którym zostawiłam wszystkie niezbędniki. Takie jak przede wszystkim telefon. W pośpiechu mówię o tym Alexowi , ale ten tylko patrzy za siebie i na zegarek.
- Za późno , pewnie właśnie zauważyli , że cię nie ma – mruknął i przyspieszył marsz ciągnąc mnie za nadgarstek. Pręga na jego twarzy trochę zbladła i pozostawiła po sobie nieprzyjemną bliznę z lekkimi strupkami krwi. Nigdy nie pomyślałabym o ojcu czy matce bijącym własne dziecko , szczególnie to , które pomogło ci w popełnieniu połowy morderczego planu.
- Co zamierza zrobić ? – jęknęłam wpadając na gałąź – Podpalić obóz i uciec do innego miasta ?
- Nie wiem do czego jest zdolny Channel – odezwał się cichym głosem i na chwilę przystanął. Ogarnął nas chłodny powiew, mierzwiący jego włosy i niosący zapach dymu. Jakby ktoś rozpalił ognisko lub w piecu. Chłopak splótł palce z moimi i pociągnął mnie w lewą stronę przez zasypane puchem drzewa.
- Dość – powiedział patrząc się w dół – Dalej idziesz sama- ogarnęło mnie poczucie lęku przed wszystkim. A mianowicie , że  zaraz mnie puści i odejdzie z powrotem do piekła zwanego Ladcamp.
- Nie wiem jak iść – przysunęłam się do niego bliżej by nie kłuła mnie od tyłu gałąź , ale pewnie on inaczej to odebrał.
- Idź porostu Chan , wysłałem tutaj Ethana , a on zawsze idzie tą drogą do leśniczówki – wskazał przed siebie – Proszę cię , uważaj – pocałował wierzch mojej dłoni jak wtedy gdy się z nim witałam i odszedł za drzewami , puchem , zostawiając mnie samą z moim przerażeniem i odwiecznym lękiem.

Las rośnie tu od dawnych czasów, zapewne od kiedy przeszedł tędy lodowiec. Słońce nie przebija się przez korony drzew , a na ziemi widać pojedyncze plamy światła. Śnieg , który spadł to nie taki , który szybko się topi i tworzy pojedyncze kałuże. To ten , który przyniósł twardsze , silniejsze płatki. Pokryły ziemię , okryły wszystkie przedmioty i drzewa ,a nawet liście. Z bólem w sercu , a może prędzej strachem przebijam się pomiędzy gałęziami, które coraz częściej zasłaniają mi drogę. Gdzieś tam niedaleko wataha wilków poluje na zwierzynę , a nieopodal czai się mała , bezbronna sarenka , zupełnie jak ja , skubiąca wystającą z pod puchu trawę. Wiatr porusza wierzchołkami sosen zasypując z nich pyłki śniegu. Gdzieś tam chłopak , którego nie znam , szuka rudowłosej „piękności”, a ja nie wiem nawet jak wygląda. Wokół mnie panuje zbyt wielka cisza i nie ma żywego ducha. Później ciszę przerywa szelest liści, z których cicho wyszło zwierzę zostawiając za sobą tylko ślady łap. Z doświadczenia wiem , że to nie pies włóczęgi. Wilk odwrócił się w moją storę , a ja jak najbardziej postanowiłam zachować spokój „ Kiedy go spotkasz pamiętaj , że wyczuje twój strach:” , przypomniały mi się słowa matki przed wyjazdem , więc jak najszybciej uklękłam i wyzbyłam się z siebie lęku numer jeden. Strachu przed zwierzętami leśnymi. Wilczur łypnął na mnie złotawymi oczami , a potem opuścił łeb i odszedł tam skąd przyszedł.
Wydycham z siebie powietrze i wstaję otrzepując się z puchu. Szerokim łukiem omijam miejsce , z którego wyszło zwierzę i wracam na ścieżkę leśną, idę prosto, prosto , prosto. Walizka ciągnie się za mną po śniegu. Materiał zmókł i pewnie połowa ubrań w środku zamarzła na kość. Mimo to brnę natarczywie dalej i czuję przyniesiony wiatrem zapach dymu , ogniska czy domu ? Przyspieszam kroku  chwytając bagaż w dłoń i nagle upadam na plecy. Moje ciało ześlizgnęło się po pagórku wraz z walizą i zatrzymałam się cała pokryta śniegiem z dłońmi wierzchem do góry i trzęsącymi nogami. Jakiś ptak odleciał trzepocząc nade mną skrzydłami , a ja usłyszałam tylko kroki ciężkich śniegowców obok mojego ucha i westchnięcie ulgi. Nieznajomy chwycił pasmo moich włosów i strzepał śnieg z oczu , policzków , ust. Ethan. Wnioskuję po tym , że upewniał się czy mam rude włosy. Jestem przemarznięta , pełna strachu i nadziei , ale jedyne co widzę to tylko ciemność pojawiająca się w moich prawie czarnych oczach.
                                     
***


- Myślałem , że się nie obudzisz – zawahał się – Channel.
Leżałam owinięta jak mumia w koce na aksamitnej kanapie przy kominku. Moje buty i ciuchy ...Chwila , ciuchy ?! Zrzucam z siebie koce i oglądam w co jestem ubrana. Za duże bokserki opadające mi luźno na biodra i koszulka na krótki rękaw, męska , ale jak widać nie używana. Przebrał mnie gdy ja nie widziałam co się dzieje. Co jeszcze mógł zrobić ? Chłopak podaje mi kubek czekolady o której marzyłam i siada na fotelu z podnóżkiem naprzeciwko mnie.
- Czz...czy Alex wrócił z Rachel ? – Zapytałam drżącym głosem , ale zyskałam tylko pokręcenie głową i spojrzenie w podłogę.
- On...on został przyłapany na ganku przez Becka...naszego ojca i powiedział, że z samego rana przyjechali po ciebie zmartwieni rodzice , bo zmarł ci ktoś bliski i konieczny był wyjazd.
- Alee...
- Schował twoje pozostałe rzeczy w swojej szafie i usunął wszystko z telefonu. Rachel nie wtrąca się w sprawę. Po prostu uwierzyła w to jak wszyscy , łącznie z Beckiem , tak mi przykro Chan- po raz pierwszy spojrzał mi w oczy. Jego były również zielone , jak brata, ale pełne uczuć i ze złotymi plamkami. Miał pełne , wydatne usta i zarysowane kości policzkowe jak wyrzeźbione , podobnie jak inne rysy twarzy. Był rozbudowany , a jasnobrązowe włosy miał postawione chyba na żel , albo niedawno brał prysznic. Z powrotem zasłoniłam się warstwą koców i odwróciłam od niego z pestką brzoskwini w gardle. W mojej głowie zaczyna tworzyć się nowy lęk. Przed przebywaniem sam na sam w domu z nieznajomym. Ale to chyba wszyscy tak mają. Śnieżyca szaleje za oknem , co oznacza, że dzisiaj obóz zostanie w leśniczówce ze swoimi planami i zajęciami i ...Beckiem. Za dwa tygodnie, gdy obóz się skończy , chcę zobaczyć kto przeżył , bo z tego co opowiadał Alex , nie jestem pewna co się wydarzy.
- Ethan ? – zapytałam odwracając głowę w jego stronę – Czy ty też brałeś w tym udział ? – chłopak zaśmiał się i pokręcił głową.
- Większość czasu spędzałem z matką, a kiedy odeszła zamknąłem się w sobie – zerknął na kominek – nie to co Alex. On chciał pocieszać ojca po stracie. Póki nie dowiedział się , że to jego sprawka i ojciec wciągnął go w swoje plany. Myślał , że ja nic nie wiem , ale wiedziałem. Jestem tutaj , a nie w leśniczówce , bo tak chcę ja i ojciec. Żebym był bezpieczny. A mój braciszek zadbał o to żebyś ty też była – pokazał na mnie palcem i z ulgą oparł się na fotelu- Rudowłosa piękność – zamyślił się i przymknął powieki.
- Z tym przesadził – prychnęłam śmiechem.
- Nie , nie wydaje mi się – burknął pod nosem i w jednej chwili znalazł się na kanapie obok mnie- Rachel na pewno się nic nie stanie. Może Alex się z nią zwiąże i uratuje ją przed gniewem Becka...
-  Boisz się ? – zapytałam z lękiem.
- Mam dziewiętnaście lat. To nie leży w mojej naturze- położył dłoń na moim czole – Dobrze , że nie masz gorączki i że się obudziłaś. Na górze po prawo jest twoja walizka. Nie chciałem ci do niej zaglądać , więc dałem ci moje stare ubranie.
- Przecież sama się nie ubrałam – rzuciłam mu gniewne spojrzenie , a ten w geście niewinności uniósł ręce do góry.
- Nie jestem zboczeńcem – mruknął i wrócił na swoje miejsce, a ja wstałam i poszłam na górę , dębowymi schodami , by móc obejrzeć moje dotychczasowe miejsce pobytu. Do pokoju prowadziły sosnowe drzwi. Na dużej ścianie znajdowało się wielkie okno zasłonięte firanką a po jego prawej zaścielone łóżko, po lewej wielka szafa obok której stoi walizka
Sunę bosymi stopami po zimnej podłodze i rozwijam rękawy od koszulki. Przez okno do pokoju wpadają promyki świetlne i błąkają się po ścianach , oświetlając każdy najmniejszy widzialny dla oka szczegół. W końcu padają na mnie , a ja czuję lekkie ciepło na skórze. Stawiam kolejny krok bliżej bagażu i chwytam za rączkę. Przyciągam torbę blisko siebie i otwieram ją płynnym ruchem. Ciuchy powkładane byle jak przez Alexa są pogniecione , ale ani trochę nie mokre. Wyjmuję długie dresy i upycham wszystko inne w pobliski kąt. Wtapiam ręce w przyjemniej strukturze materiału i przysiadam na brzegu łóżka , gładząc wolną dłonią poduszkę  oprawioną w niebieskawą poszewkę. Wszystko wygląda na nowe, nieużywane i przygotowane na moje niespodziewane  przyjście. W mojej głowie rozbrzmiewa dużo myśli i pytań, ale teraz muszę od nich odpocząć. Odpocząć od tego , że żyję teraz w tajemnicy i bez świadomości czy otaczający mnie ludzie są prawdziwi czy podstawieni do całego przedstawienia. Spoglądam w róg przy drzwiach , ten nieoświetlony i wyobrażam sobie zwisający sznur , zakrwawiony cholerny sznur , który ciągnie się w dół i na końcu jest zawiązany w pętlę. Pętla tylko czeka na mnie , na mój ruch w tej grze. Jestem pilotem swego losu i umysłu , a mój poziom sternika podpowiada mi , że czas się przebrać i znaleźć sedno sprawy. Dotrę do niego wtedy , gdy będę gotowa lub gdy odważę się porozmawiać z Ethanem. Stoi w progu drzwi i patrzy za okno , na ustającą śnieżycę i co chwilę przeczesuje swoje włosy w geście zdenerwowania. Chrząkam i skinieniem głowy wskazuję na korytarz. Wyszedł zamykając bezgłośnie drzwi, zostawiając mnie ze stosem palących się pytać w mojej głowie.

Kilka zadrapań na nogach od gałęzi i rozcięcie na łopatce po upadku i przeczołganiu się w dół pagórka. Włosy... każdy sterczy w swoją stronę śmiejąc się ze mnie. Upinam je w wysoki koński ogon i obmywam twarz zimną wodą, która potem spływa przez kurek zlewu zabierając ze sobą łzy z moich policzków. Dalej czuję ich słony zapach na języku. Widzę też , że na skroni mam małą ranę, z której zaczął płynąć strumyczek krwi. Musiałam rozdrapać strupa. Przykładam twarzy wacik i zbiegam po schodach w dół domku, z coraz mniejszym , ale dalszym przerażeniem.
Regały , dużo książek , płyt , telewizor dwa razy większy niż u mnie w domu , dębowy stół przy skórzanej kanapie i porozwalane na niej mapy i gazety.
- Ethan ? – wołam nie za głośno , nie za cicho i zmierzam za zapachem tak cudnym , że nie mogę powstrzymać się od pójścia z jego tropem. A kończy się on w kuchni , przy stole, przy dwóch talerzach. Na jednym i na drugim widnieje porcja kurczaka z warzywami i lampka wina. Rozglądam się dookoła i szybkim ruchem zasiadam przy stole gładząc jego powierzchnię. Drzazga wbija mi się w palce i wydaję z siebie głośny jęk. Gdy próbuję resztkami wzroku ją wyjąć , dłoń chłopaka chwyta mój nadgarstek i przygląda się uważnie kciukowi. Jego twarz znajduje się tylko trochę niżej niż moja , bo Ethan kuca , a ja siedzę , natomiast i tak mogę wyczuć jego ciepły , zrównoważony oddech. Jeżą mi się włoski na karku. Zwinne palce chłopaka wynajdują kawałek drewna bez problemu i strzepują go gdzieś obok.
- Dziękuję – mruczę i wpatruję się w jak myślę obiad.
- Proszę , jedz – Ethan śmieje się na widok mojej miny , która mówi „ Daj mi chwilę prywatności z tym kurczakiem”. Nie zjadam od razu wszystkiego. Głównie to zjadam kawałek po kawałku , ale w odstępach.
- A ty ? – pytam go gdy  wpatruje się w swoje ręce i wychodzi z pomieszczenia wzdychając głęboko – Zaczekaj ! – krzyczę i zrywam się od stołu. Kroczę za nim i myślę co zamierza robić chłopak narażony na niebezpieczeństwo z dziewczyną na karku, która marzy o zadawaniu pytań- Nie jesteś za rozmowny ? – kolejne pytanie – Ja mogę mówić , ty nie musisz jak nie chcesz... rozumiem jeżeli Alex sprawił ci mną pewien kłopot.
- Mógł mnie zapytać o zdanie , a nie kazać włóczyć się po lesie za rudą dziewczyną – parsknął i opadł na kanapę w magazynach.
- Rozumiem , może to nie był najlepszy pomysł...
- Też tak myślę – przerywa mi machając dłonią po stole w poszukiwaniu pilota.
- Ale mógłbyś trochę wyluzować. Wiesz, wcale nie jest mi do śmiechu gdy ktoś każe mi uciekać do wścibskiego nastolatka do domu i chronić się przed jego ojcem wariatem- tłumaczę z lekkim rozzłoszczeniem i opadam na fotel obok chłopaka. On mierzy mnie wzrokiem i unosi lewą brew.
- Nie jest wariatem , tylko ma przykrą przyszłość. Nie bądź nadęta , bo robią ci się zmarszczki... Channel – Lodowata wściekłość zebrała się w moich żyłach. Marzyłam dać mu w te jego twarzyczkę i rozciąć wargę.

2. RODZINNA TAJEMNICA


Rozdział 2 
Rodzinna tajemnica 


Cieszę się, że Rachel wszystkie komentarze postanowiła zatrzymać dla siebie.
- Nie możemy spędzić tu ferii ! – wyrwało się jej tylko przelotnie , ale od razu odwróciła wzrok i popatrzyła w zupełnie inną stronę niż ja.
Wie, że nie warto mnie denerwować , biorąc pod uwagę , że w większej części był to jej pomysł , a po drugie znajdujemy się po środku wielkiego lasu pełnego dzikich zwierząt , włóczęgów czy może nawet pustych domków , w których kryją się ciała zamordowanych...
- Channel ! – przyjaciółka potrząsnęła mnie za ramiona gdy zmyśliłam się wyglądając przez okno na pokryte puchem drzewa i ulewę , która przemieniła się w lekki deszczyk śniegu z czystą wodą. Przyjrzałam się uważnie osobie , która stała obok nas po przeciwnej stronie pokoju. Alex rzuca mi pełne współczucia spojrzenie , jakby dokładnie wiedział co przechodzę i z parującym kubkiem zamyka się w swojej części pomieszczenia.
- Nic się nie stało – mówię spokojnie do Rachel i zsuwam sobie jej dłonie z moich ramion – Chcę tylko coś sprawdzić – wstaję z gracją i otrzepuję się z kurzu.
Wciąż myślę o moich rodzicach. Co teraz robią , czy choć trochę zamartwiają się, co może się ze mną dziać i czy nie zjada ich od środka strach o mnie i troska. Marzę o kubku czekolady , lodach i książkach , albo choćby telewizorze , którego brak w leśniczówce. Jedynym nowoczesnym sprzętem tutaj jest laptop w biurze Becka. Pytanie tylko czy mają Internet ?
Pięścią pukam lekko w drzwi do pokoju współlokatora i otwieram je powoli. Stoi tak samo jak wtedy go spotkałyśmy , stojący przy oknie , zamyślony , tylko z parującą herbatą w ręce , której łyk bierze na mój widok i odkłada na biurko obok. Patrzę na to co on. Krajobraz po śnieżycy. Gdyby mój ojczym czy matka tu byli , na pewno kazaliby mi się nim zachwycać i wyjść na spacer...
- Pomóc ci ? – Alex pyta mnie ze zdziwieniem.
- Chciałam tylko zobaczyć jak to wygląda u ciebie – uśmiecham się – pokój , obraz za oknem i tak dalej.
Sytuacja robi się nieco napięta i niezręczna. Stoję w progu drzwi i patrzę prosto w szybę. Tkwiłam między wyjściem i oddaniem się w ręce Rachel , a ukryciu się tutaj i rozmowy z chłopakiem , który nic o mnie nie wie. Bardziej pociąga mnie druga opcja , więc zamykam z sobą lekko drzwi i siadam na krześle przy biurku w lewym kącie , tuż obok jednoosobowego łóżka.
- Lubisz wyglądać za okno ? Często to robisz.
- Tak. Patrzę , bo chcę dostrzec coś czego inni nie widzą – chłopak opiera dłonie o brzeg parapetu i przygryza dolną wargę tak , że bieleje – Jeżeli pogoda się utrzyma , pewnie będziemy mieli spacer zapoznawczy – lód zebrał się w moich żyłach i powirował prosto do serca- Jeżeli śnieżyca utrzyma się nadal i zasypie leśniczówkę , przewiduję marne ferie w zamknięciu.
Pomysł o nie wychodzeniu na zewnątrz pasuje mi jak nigdy dotąd. Tylko ciepełko , książki i nieznośne narzekanie Rachel. Cudo.
- A czy to nie dobry pomysł – pytam kładąc łokcie na kolanach – No wiesz, zostanie tutaj.
- Nie , nie wydaje mi się – Alex parska śmiechem i przygląda się mojej zaniepokojonej minie i oczach , które utkwiły na czubkach drzew powiewających na wietrze- Boisz się lasu ? – chłopak pokazuje na mnie palcem i łapie za brzuch kiedy przepływa przez niego fala śmiechu. Rzucam w niego pobliskim długopisem i trafiam w jego czoło- Au !
- To był zamierzony strzał – deklaruję – Tak , kiedyś przeżyłam fatalny tydzień w lesie.
- Kiedy ?
- Pięć lat temu jako trzynastolatka.
- Opowiedz – proponuje mi współlokator i wyciąga się na swoim łóżku.
- Co  ? – dziwię się.
- Opowiedz o swojej przygodzie

* * *

Wtorkowe chłodne popołudnie miało być wspaniałą wycieczką ,rozbiciem namiotów , ogniskiem rodzinnym i śpiewem. Mama , ojczym i Rachel pośpieszali mnie , bo zależało im na dotarciu do pola ogniskowego przed zmrokiem , do którego zostało niewiele. Cały czas zostawałam w tyle i musiałam biec by ich dogonić. Moja kondycja równała się z kondycją co najmniej żółwia. I wtedy to się stało. Gdy zza krzaków wystawał psi ogon podbiegłam do nich z wołaniem : Chodź mały , zabiorę cię ze sobą. Liście zaszeleściły , a ogon znikł. Wgramoliłam się między kolce i ujrzałam przed  sobą parę lśniących złotych oczu. Krzyknęłam cicho gdy wilk zasapał z otwartą paszczą i zaczął zbliżać się do mnie jak do ofiary. Wtedy w moim umyśle i ciele uruchomił się instynkt strachu. Rzuciłam się pędem do biegu. Ale zamiast gonić rodzinę , pobiegłam w zupełnie inną stronę, bo i tak moim celem było zgubienie wściekłego wilczura. Miałam przewagę , ale ona stopniowo się zmniejszała. Aż w końcu zobaczyłam zapalone światło gdzieś w oddali. Przyspieszyłam jeszcze bardziej , a mięsnie paliły mnie , jakby,, weszła w ogień. Za sobą usłyszałam donośne wycie i tupot łap na ziemi. Z hukiem wpadłam do leśnego domku i zatrzasnęłam drzwi tuż na nosie zwierzęcia , które goniło mnie spory kawał drogi. Osunęłam się w dół i spojrzałam na swoje zakrwawione kostki od kolców o które zaczepiłam się , kiedy jak najszybciej wychodziłam z krzewów. Światła były zapalone, ale nie słychać było nikogo ani niczego. Tylko głucha cisza wśród mebli i świateł. Z ciekawości obeszłam dom dookoła, aż w końcu natknęłam się na zamknięte drzwi. Byłam straszliwie ciekawa co kryje się za nimi. A instynkt trzynastolatki podpowiedział mi by wejść. Lekko obróciłam gałkę i zapaliłam lampkę przy progu wejścia. Wtedy coś we mnie przeskoczyło. Tuż w rogu przy oknie z żyrandola zwisała lina , a na jej końcu kobiece ciało , blade i zakrwawione. Chciałam krzyczeć, ale wiem , że to nic by mi nie dało. Twarz kobiety pozbawiona była wyrazu , a na jej czoło spadała ruda grzywka , zupełnie jak u mnie. Z hukiem zatrzasnęłam drzwi i pobiegłam do salonu. Po pierwsze zamknęłam wejściowe drzwi na klucz , a po drugie zapaliłam wszystkie światła w domu prócz sypialni. Owinęłam się w koce na kanapie. I czekałam.
Po jak pamiętam dwóch dniach znalazła mnie straż leśna. Byłam odwodniona i głodna , bo zjadłam tylko jogurt i płatki , które były w kuchennej szafce. Rodzice byli załamani i przerażeni , ale gdy zobaczyli mnie całą ulga wymalowała się na ich twarzy. Po raz  pierwszy zauważyłam na ich twarzach łzy smutku lub może strachu. Wróciłam do domu z lękiem przed lasem i drewnianymi domami , sypialniami i linami. Krew wywoływała u mnie mdłości. Od tamtego czasu już nigdy nie byłam zbyt ciekawa i nigdy nie odwiedziłam lasu , lub choćby pola z drzewkami.




***

- A co z ciałem kobiety ? – pytał z zaciekawieniem Alex patrząc na mnie z jeszcze większym współczuciem.
- Pochowali ją , ale nie zbadali. Powiedzieli , że to była udana próba samobójcza.
- A jak myślisz ty ?
- Nic nie myślę – to nie do końca prawda. Im robiłam się starsza rozpatrywała różne zdarzenia , ale także jakie popełniłam błędy. Między innymi te,  że jeżeli w pobliżu grasował morderca jak podałam mu się jak na dłoni paląc w domku wszystkie światła i zdradzając swoją obecność. O ile ten ktoś nie był już tam przede mną.
- Chyba nie powinienem był pytać co się stało – na twarzy chłopaka wymalowało się poczucie winy.
- Nie , dawno nie opowiadałam nikomu o tym co się tam stało. W zasadzie to ukrywałam w tajemnicy to, że zajrzałam do tej sypialni. Nikt nic nie wiedział, prócz Rachel i teraz ciebie – odparłam wstając z krzesła i prostując plecy.
- Rachel to ta , która boi się mojej obecności i chciała mnie wyrzucić z wspólnego pokoju ? Chyba jest nieco nieufna.
- Tak to ona. Ale nie tylko ona tutaj jest nieufna , pamiętaj – rzucam mu ostrzegawcze spojrzenie i wychodzę z pokoju zanim zada kolejne pytanie , na które będę musiała odpowiedzieć.






    Zmrok powoli zapadał i las drzew zamieniał się w czarną dziurę ziejącą potworami. Śnieżyca i ulewa ustała , a na jej miejsce weszła piękna pogoda , z ostrym , zimowym wietrzykiem. Głos rozszedł się po całej leśniczówce echem , rozkazał , zapewne to był Beck , ubrać się jak najcieplej i stawić w jego biurze za pięć minut. Wrzuciłam na siebie kurtkę , w której przyjechałam i buty , inne niż wcześniej , te są nie do przemoczenia. Chwyciłam Rachel za rękę i pociągnęłam za sobą posyłając czekającemu na nas Alexowi w progu szczery uśmiech. Korytarz zapełnił się gronem nastolatków gnających z góry na dół i z powrotem. Biuro było na samym dole przy wyjściu z leśniczówki. To pokój , w którym bałabym się spędzić noc. Zauważam szefa obozu stojącego przed drzwiami i przepycham się do przodu by usłyszeć co mówi.
- Obozowicze, za chwilę wyjdziemy rozpalić ognisko przed leśniczówką co jest stałą tradycją powitalną. Nie oddalajcie się od leśniczówki – to masz jak w banku – i starajcie się ze sobą zaprzyjaźnić – to już nieco mniej – Bądźcie dla siebie mili proszę ! – krzyknął gdy wszyscy  wychodzili. Ja czekałam na Alexa. Ojciec zaczepił go i zamknął drzwi od biura. Z pomieszczenia wydobył się przyciszony krzyk i łomot. Klamka przekręciła się i chłopak ruszył w moją stronę rozmasowując nadgarstek.
- Wszystko w ... – nie dokończyłam , bo on minął mnie ze smutną miną i wyszedł znaleźć miejsce przy ognisku.
- Uuu – zaśmiała się Rachel , a ja puściłam jej dłoń i wybiegłam za blondynem.
- Alex ! – krzyknęłam do niego w tłumie, ale nie zwrócił na mnie najmniejszej uwagi , nie tak jak pozostali obozowicze. Przebrnęłam przez grupki ludzi i wpadłam na niego klęczącego pod drzewem. Chował twarz w dłoniach , a ja zauważyłam czerwoną pręgę na jego policzku. Kucnęłam obok niego i położyłam mu rękę na ramieniu. Wtedy odezwał się do mnie zrażonym , ochrypłym głosem.
- Uciekaj , uciekaj póki możesz Channel – lód pojawił się znowu z moich żyłach , aż szczypał w klatce piersiowej. Cmoknęłam chłopaka w policzek i kojącym głosem starałam się go uspokoić.
- On nic nam nie zrobi , tobie też nie, Alex. Musiał być zły skoro...- zawahałam się – cię uderzył.
- Nie zrobił mi to pierwszy ani ostatni raz. I nie tylko mi. Mam brata, on też tu z nami przyjechał do lasu. Ale nie na obóz , tylko do domku , który jest również nasz, a raczej był nasz, bo ojciec o nim nie pamiętał przez dłuższy okres- przełknął ślinę – Uciekaj do niego Channel. Mój ociec to szaleniec.
- Niegdzie nie ucieknę – starałam nie wykazywać po sobie zdziwienia i troski dla tego chłopaka. Jego zielone do bólu oczy patrzyły się na mnie z wyczekiwaniem. Teraz zauważyłam , że prócz okropnej pręgi na policzku jest nawet przystojny. Grzywka opada mu lekko na czoło , a twarz ma nieco zarumienioną od zimna. Jego dłonie są niesamowicie zadbane i jak się okazało gdy go za nie wzięłam , delikatne i gładkie. Wstaliśmy razem i wróciliśmy do obozowiska. On ze strachem w duchu , a ja z jeszcze większym. Przyglądnęłam się Beckowi. Wyglądał po prostu na miłego faceta , ale jak widać nim nie był nawet w najmniejszym stopniu. Odwróciłam wzrok gdy na mnie popatrzył i usadowiłam się między Rachel , nieco zaniepokojoną naszym zniknięciem i przerażonym synem Becka. Chwyciłam go za rękę w geście , który miał go uspokoić. Zerknął na mnie i uniósł kąciki ust do góry.
- To rozumiem ! – powiedziałam i ścisnęłam jego dłoń jeszcze mocniej gdy jego ojciec usiadł tuż obok nas ze sztucznym uśmieszkiem na twarzy.

Ognisko powiększało się i rozrzucało iskry wokół siebie gdy chłopcy dorzucali suche gałęzie znalezione obok budynku. Niektórzy podchodzili i grzali sobie ręce nad płomieniami , ale ja ciągle dotrzymywałam towarzystwa Alexowi i Rachel , która nie była zadowolona z jego obecności. Wpatrywała się ciągle we mnie tym ponurym , złowrogim spojrzeniem i parskała śmiechem gdy chłopak przysuwał się bliżej mnie aż w końcu objął mnie ramieniem  , tak że zrobiło mi się o niebo cieplej.
- Nie znasz go – szepnęła Rachel szturchając mnie ramieniem- Zaraz pewnie zaciągnie cię do swojego pokoju i wykorzysta Chan ! – powiedziała nieco głośniej , ale nie na tyle by on usłyszał.
- Mam dość tego , że się czepiasz. Może to ja chcę go gdzieś zaciągnąć ?!- Alex popatrzył się na mnie pytająco , a ja oblałam się rumieńcem- Zadowolona? – syknęłam do przyjaciółki , która odsunęła się ode mnie o tyle byśmy nie dotykały się ramionami.
- Bardzo – jęknęła wpatrując się  w swoje buty.

***

Niemiłe ognisko , kłótnia z Rachel w pokoju , aż w końcu przeniesienie się do pokoju Alexa. Upierałam się , że ja zajmę kanapę przy ścianie , ale on z uporem położył się na niej pierwszy i wskazał mi palcem łóżko. Powiedziałam mu o moim chwilowym sporze z przyjaciółką i schowałam się pod kołdrą , która o dziwo pachnie już samym nim.
- To nie jest dobry pomysł – szepnął.
- Co nie jest dobrym pomysłem ? – dopytywałam się zza barykady z pościeli.
- Nie powinno tu być mnie ani ciebie. Mnie , bo mogłem wydostać się stąd z bratem i ciebie , bo panicznie boisz się lasu- wyjaśnił gdy ktoś zapukał do pokoju. Gestem reki kazał mi się ukryć pod kołdrą. Zrobiłam to jak najdokładniej i wczułam się w zapach jego perfum , którymi przesiąkła poduszka. Usłyszałam ciężkie buty na podłodze i głośnie zamknięcie drzwi. Rachel pewnie wychodzi z siebie , przeze mnie , chowającą się w łóżku obcego gościa. Nic by mnie nie zdziwiło , prócz tego kto tutaj się zjawił. Ojciec Alexa.  
- Ani mi waż się do niej przywiązywać synu ! – krzyknął nagle , a mi zebrało się na obronę chłopaka- Wiesz , że nie lubię gdy ktoś próbuje się od ciebie czegoś dowiedzieć...To niebezpieczne Alex ! Nikt nie może wiedzieć , bo wsadzą mnie za kratki i zamkną obóz. A tego nie chcesz. Ona zasłużyła na to co ją spotkało – i wyszedł z hukiem zostawiając mnie w niepewności. Wyłoniłam się zza poduch i otarłam skroń od potu.
- O czym on mówił ?! – powiedziałam i usiadłam na brzegu łóżka.
- To chyba pora , żeby się wynosić – jęknął i spojrzał na mnie przerażony- Nie pytaj , nie domyślaj się. Zaufaj mi po prostu , dobrze ?
- Czy chodzi o twoją matkę ? – spojrzał na mnie z wściekłością – Dobrze- przytaknęłam i obróciłam się do niego plecami pochłonięta tajemnicą , którą skrywała ta cholerna rodzina.

1. TO JUŻ CZAS

Jako iż moje zaangażowanie w poprzednim opowiadaniu spadło a już dawno miałam wenę na książkę z dreszczykiem i  wątkiem kryminalnym , stworzyłam szkic 1 Rozdziału zupełnie innej książki. mam nadzieję
że ona wam się spodoba bardziej. Jest spontaniczna ( PS : nie mam na razie Prologu bo zostawiam go na koniec) i bardziej ....inna. Wczułam się w nią i weszłam w fabułę akcji , dodatkowo moje umiejętności wzrosły znacznie. Miłego czytania. 



1
To już czas 


Jeżeli mam jechać na zimowy obóz do Hightree , to na pewno nie będę marzła , ani nie umrę z wyziębienia. Co prawda walizka ledwo się domyka pod wpływem ilości wpakowanych przeze mnie do niej ubrań i niezbędników potrzebnych w taką a nie inną pogodę oraz okoliczności.
Dziwi mnie to z jaką łatwością rodzice zgodzili się na mój wyjazd. Bez kłótni , sprzeczek , warunków , jakby nie byli sobą. To mnie zaniepokoiło. Ale doszłam do wniosku , że może moi staruszkowie chcą nieco odpocząć od nastoletnich kaprysów i zyskać trochę czasu dla siebie , nawet jeżeli to tylko dwa upiorne tygodnie.
W nocy musiało spaść sporo śniegu skoro ledwie otwieram drzwi, które blokuje zaspa białego puchu. Z trudem przedostaję się owinięta płaszczem do auta i wpycham gotową walizkę do bagażnika. Wiatr owiewa mi włosy , na których zaczepiają się poszczególne śnieżynki śniegu. Z dachu domu zwisają piękne , a zarazem ogromne sople , aż szkoda mi je strącać dla bezpieczeństwa. Mogłabym zebrać w jednej garści wspaniałe wspomnienia związane ze śniegiem , z kolei w drugiej te mrożące  krew w żyłach. Odsuwam wszystkie myśli od siebie. Za godzinę muszę wyruszać , a nie przetrwam bez podręcznego bagażu. Pomyśleć , że odliczałam to kolejne dni w kalendarzu z nadzieją na ten dzisiejszy, a teraz nie jestem już tak zachwycona podróżą jak wcześniej. Przepycham się do drzwi mocząc czubki butów i powoli zaczynam czuć przemoknięte skarpetki. Zanim zamykam drzwi przez szparę zauważam wpatrującego się we mnie chłopaka z chodnika po przeciwnej stronie ulicy. Odśnieża podjazd i co chwilę zerka na mnie jakby z wyczekiwaniem na coś czego nie dostanie. Zatrzaskuję drzwi i osuwam się na ziemię chuchając w dłonie by koniuszki palców odzyskały czucie.
- Tata na pewno cię zawiezie – zza rogu wychyla się blada twarz mojej matki, rzuca mi pytające spojrzenie swoimi zielonymi jak u kota oczami i zbiera długie kruczoczarne włosy w kok – Przyszykuję ci coś na podróż – wycofuje się do kuchni w momencie gdy zrzucam drugi przemoczony but ze zmarzniętej stopy. Nagle w kieszeni spodni rozległ się głos mojego ulubionego solisty śpiewającego piosenkę z najnowszego albumu. Drżącą ręką sięgnęłam po telefon i odebrałam go przykładając ekran do ucha.
- Ss..słucham ? – mówię przemarzniętym głosem wchodząc powoli krętymi, sosnowymi schodami.
- Jesteś gotowa ?! – podekscytowany głos dziewczęcy w głośniku poderwał mnie na nogi. Rachel. No tak , wybieramy się razem na Ladcamp do Raventown – Za godzinę będę u ciebie pod domem ! – nie dała mi dojść do słowa tylko jakby w pośpiechu rozłączyła się bez wyjaśnień. Chowam urządzenie z powrotem do spodni i chwytam wyprany świeżo plecak w sowy z mojej szafy w rogu. Kilka książek , słuchawki , ładowarka , iPad , poduszka, to mój ekwipunek pierwszego stopnia. Bez niego ani rusz gdziekolwiek , bo inaczej to pal licho z wycieczką. Jeszcze aparat fotograficzny i chyba mogę uznać , że jestem w pełni gotowości.

Machając nogami na krześle przy stole i wpatrując się w zwinnie przekrajającą bułkę nożem mamę , dużo rozmyślałam o tym kogo mogę spotkać w Raventown. Więcej mądrych , dziwnych czy też podobnych do mnie ludzi ( tych po środku jak mniemam ). Lecz bardziej moje myśli pobiegły do zajęć na obozie. Wycieczki po lesie ? Ognisko z gorącym kakao ? Wspólne wieczory przy filmach , albo jak w moim przypadku pokój w leśniczówce i łóżko zasypane książkami. Powinnam uprzedzić Rachel , żeby wzięła na zapas parę swoich , ale gdyby nawet chciała je wziąć pewnie nie znalazłoby się miejsca w jej walizce między tuszami do rzęs czy lakierami do paznokci. Nasza przyjaźń jest bowiem zaskakująca, no bo jak dwie różniące się od siebie pod każdym względem dziewczyny , mają znaleźć wspólne tematy do rozmów ? To proste , Rachel lubi opowiadać , a ja z radością wysłuchuję każdego jej słowa i doradzam w chwilach kryzysu , załamania, depresji. Wszystko jedno co przechodzi , ja zawsze jestem deską ratunku dla tej drobniej blondynki o kasztanowych oczach.
Dzwonek do drzwi rozbrzmiewa pół godziny za wcześnie , a przez nie wpada zasypana śniegiem moje przyjaciółka z wielką walizką przy boku.
- Jest straszz..nie zzz..zimno Channel ! – krzyknęła z oburzeniem i zrzuciła z siebie przemokniętą kurtkę na podłogę podobnie jak kozaki na koturnie. Ma oczy w łzach i zmarznięty nos , a dodatkowo nieco sine usta. Zawsze zazdrościłam jej urody. Jest piękna. A ja z moimi standardowymi brązowymi oczami podchodzącymi w czerń i rudymi włosami jestem przy niej straszydłem. Lecz teraz wygląda jak kupa nieszczęścia. Moja mama podbiega do dziewczyny z kocem i owija ją jak własną córkę. Posyłam im lekki uśmiech i przywołuję do stołu.
- Dlaczego tak wcześnie – pytam opierając łokcie na stole – To do ciebie nie podobne.
- Kłótnia z mamą wywołała małe zamieszanie i wyszłam wcześniej w nadziei , że na dworze jest piękna pogoda i zrobię sobie spacer. Jednak gdzieś w połowie drogi do ciebie zaczęłam trząść się z zimna i nie czułam prawie nóg! Wiesz jaką mam słabą kondycję , a ode mnie do ciebie jest kawał drogi Chan- bo owszem jest , tylko , że ja poświęcam wolny czas na bieganie , a Rachel na dobieraniu garderoby i makijażu.
-Bardziej interesuje mnie kłótnia – mruczę – o co znów poszło ?
- Tata nie odśnieżył podjazdu i mama nie miała jak wyjechać do pracy przez co się spóźniła. Wiem , że są ferie , ale potrzebujemy pieniędzy na opłacenie moich studiów i ...-urwała w połowie zdania na widok mojego taty gotowego do wyjścia – Czy to już czas? Znów mam wyjść na ten mróz ? – mina jej pobladła , ale to była prawda. Żeby w tą śnieżycę zdążyć na czas, musimy wyjechać natychmiast. Modlę się by tylko nie spóźnić się przed zamknięciem zapisów.

* * *



Naprawdę liczę na to , że uda nam się dojechać na miejsce zanim zakończą zapiski na obóz Ladcamp. Od pół godziny znajdujemy się w drodze co oznacza , że jeszcze niecałe dwie godziny. Rachel zabrała ze sobą ku mojemu zdziwieniu bagaż wielkością przypominający mój i również plecak podręczny , tyle , że jej wypakowany jest po brzegi , a mojemu do tego daleko. Znając nasze upiorne szczęście przyjedziemy jako ostatnie z obozowiczów i trafi nam się jeden z tych najbardziej upiornych pokojów na samej górze, a co gorsze może na samym dole wśród wielkich okien rzucających obraz na las pełen niespodzianek. Rachel przygotowała specjalną składankę przebojów na swoim telefonie, więc ojczym nie miał innego wyboru jak pozwolić nam rozkoszować się muzyką dzisiejszych czasów , której on nienawidzi. Wspomnienie ostatnich zimowych ferii daje mi nieprzyjemne wspomnienia , których dawno chciałam się wyzbyć , ale moja pamięć chce mnie jeszcze trochę pomęczyć. „Mogło być znacznie gorzej” , wypominała mi matka poklepując mnie po ramieniu przez parę tygodni po tym jak zgubiłam się w lesie i byłam zdana na siebie przez dwa najgorsze dni mojego życia. Dodajmy, że miałam wtedy 13 lat.

Po krótkim postoju zarządzonym w celu uzupełnienia paliwa ruszyliśmy , gdy śnieżyca zrobiła się jeszcze mocniejsza niż przedtem. Zostawiliśmy w tyle pokryte puchem ogródki działkowe , wieże kościołów i dachy małych domków w centrum miasta. Wyobrażam sobie chłód panujący poza szybą auta. Chcę go dotknąć, śniegu na dworze , który przybiera postać śnieżynek opadających na szybkę przed moimi oczami. Niebo jest pokryte chmurami co zwiastuje nieprzewidywalną burzę lub jeszcze gorsze opady puchu. Podniosłam wyżej głowę i spojrzałam na ciemniejące za chmurami słońce , które powoli zachodziło , pozostawiając po sobie ostatnie promyki światła. Gdy wyjechaliśmy zza zakrętu uderzyła w nas fala mocnego wiatru z deszczem i gradem, a przed nami pojawiła się bezkresna przestrzeń pełna drzew , ośnieżonych poboczy i przejaśnionego nieba. Rachel wychyliła się do przodu by zrobić jak najlepsze zdjęcie iPhone’em.
- Ostatnio przypomniała mi się twoja historia z przed czterech lat , gdy zabłądziłaś w lesie i żaliłaś mi się na swoich nieodpowiedzialnych rodziców – mój tata obrócił się na chwilę do tyłu i rzucił przyjaciółce wściekłe spojrzenie- Nie mówiłam tego tak od serca panie Whitress , to tylko taka metafora- auto prawie wpadło w poślizg z powodu nieuwagi kierowcy , ale ojciec szybko zapanował nad sytuacją.
- Cicho bądź ! Przyprawiasz mnie w zły nastrój – chmurzę się – zaraz zacznę myśleć, że ten obóz to był błąd.
- To nie był błąd Channel – spokojny głos z siedzenia przede mną uspokoił mnie nieco – Może zdołasz przekonać się , że to tylko twój umysł wytworzył strach przed drzewami , lasem i czym tam jeszcze...
- Zwierzętami leśnymi – dodaję w pośpiechu i opieram czoło o chłodną szybę.
- Jak na przykład ? – wpatruję się w przykryte puchem korony i drzewka leśne , ukryte również pod bielą. Gdzieś tam czają się...
- Wilki – szepczę – Nienawidzę ich – komentuję i przymykam powieki w nadziei , że nie będzie więcej pytań.

Tym razem gdy coś mi się stanie , będzie to sprawa opiekunów i szefa obozu, a nie wina moich rodziców , do których nie będę mogła mieć pretensji.
Staram się odrzucić od siebie jak najgorsze myśli o wycieczkach po lasku , czy też ognisku w środku dziczy. Przed trzema latami możliwość spędzenia choćby dnia w takim miejscu nie było brane pod uwagę. Mam siedemnaście lat i przed uzyskaniem pełnoletniości chcę pozbyć się strachu , który mnie męczy. Coś jak strach przed sceną w dzieciństwie. Dobrze , że chociaż na widok samych sosen mnie nie zemdliło.

                                               
Leśniczówka należała bowiem do właściciela obozu. Wysokiego bruneta w wieku bynajmniej mojego taty, tylko bardziej muskularnego. To miejsce przypomina mi zakład wojskowy  , ale może to tylko pozory. Nie dajmy się zwieść temu co będzie w środku.
A panowała tam miła , ciepła atmosfera. Trzy grupki ludzi stały i rozmawiały w ciszy, wymachując kluczami do swoich pokojów. Cała prawa ściana pokryta była obrazami dzikiej natury , a podłoga wyłożona skórami , futrami zwierzęcymi co mnie trochę zdziwiło. Na zegarze z prawej zauważyłam iż przyjechaliśmy na czas. Nie za wcześnie i nie za późno , tak jak planowałam , chociaż ulewa ani trochę nie zelżała.
Szef , Beck , przywitał nas i rozdał zebranym papiery. Zanim jednak odszedł poprosiłam go o pokój nie na dole i nie na samej górze. Jak na życzenia dostałyśmy pokój 15 , idealnie po środku całej leśniczówki.
- Masz może gumę do żucia? – Rachel zaglądnęła do kieszeni mojej kurtki i wygrzebała z niej torebkę Orbit. Wyciągnęła dwie pastylki i położyła je sobie na języku- Muszę odświeżyć oddech – wyjaśniła gdy rzuciłam jej pytający wzrok. Natomiast jej oczy spoczywały na naszym szefie, Becku . Błee.

Zaciągnięcie walizek na samą górę było wycieńczające , pełne wysiłku i niesprawiedliwe biorąc pod uwagę to , że ja niosłam dwie wielkie torby , a Rachel tylko dwa lekkie plecaki. Nie urywam , że możliwość iż jej plecak jest cięższy od mojej walizki istnieje. Tylko pod względem wyglądu , to niesprawiedliwe. Gdy staję zdyszana przed drzwi do naszego pokoju i prostuję się , coś przeskakuje mi w kręgosłupie i przyprawia o ból . Wręczam mojej przyjaciółce klucze by otworzyła drzwi w czasie gdy ja rozmasowuję ból pośrodku pleców. Kopniakiem otwiera drzwi i zatrzymuje się na chwilę w progu by upewnić się , że to nie żart. Po przeciwnej stronie pomieszczenia stał zielonooki blondyn z rozbudowaną sylwetką i uśmiechem na twarzy. Pomachał mu zza pleców Rachel i przepchnęłam się obok niej z bagażami.
- Przepraszam? – wydusiła z siebie w końcu – Co ty tu – zaczęła wymachiwać rękoma w geście pokazania przydzielonego nam pokoju.
- Nie ma miejsca w leśniczówce , a wy zostałyście przydzielone do mnie – zaśmiał się – Jestem Alex , syn właściciela leśniczówki – wyjaśnił jak najwolniej – Pokoje są trzyosobowe , zajmę ten pokój obok a wy zostaniecie tutaj. Spokojnie , nie jestem seryjnym mordercą.

To miał być żart, ale mi na myśl z dzieleniem pokoju wraz z mordercą i to w lesie przyprawiło o mdłości i serce podskoczyło mi do gardła. Mimo to wydusiłam z siebie iskierkę śmiechu.
- Mamy nadzieję . Rachel ? – machnęłam jej dłonią przed oczami , żeby się ocknęła – Biorę łóżko od okna – rzucam się na nie z pośpiechem i wczuwam się w zapach płynu do prania  wokół siebie- Jestem Channel – podałam rękę stojącemu obok chłopakowi , a on pocałował jej wierzch.
- Miło mi – mrugnął do mnie lewym okiem i oddalił się do swojego pokoju obok.
- Fajny gość  - skwitowałam i rzuciłam w Rachel poduszką – No błagam ! Będzie fajnie ! – wyrzuciłam ramiona w geście radości , choć w środku mnie strach bił się ze wszystkimi innymi uczuciami.