Tajemnica #SherLocked

ROZDZIAŁ 1SOPHIE
Sophie!- wołanie mamy wybudza mnie z długiego, przyjemnego snu, który miał się nigdy nie skończyć. Chyba nigdy nie dowiem się kto będzie moim królewiczem na białym koniu. Zakładam potargane przez Bucka kapcie i kieruję się do łazienki. Widok w lustrze nie jest dla mnie za przyjemny- poczochrane brązowe włosy, zaspane oczy i ślina ściekająca na brodę. Chwytam za szczotkę i rozczesuję masę kołtunów i supłów. Potem ochlapuję się energicznie lodowatą wodą i wycieram twarz ręcznikiem. Trochę kremu i korektora nikomu nie zaszkodzi, dlatego nakładam na siebie lekki makijaż. Trzeba będzie wybrać się na zakupy po nowe kosmetyki. Wrzucam na siebie czarne legginsy, obcisłą skórzaną bluzkę i czerwone trampki. Mama ponownie przewraca oczami na mój widok, ale się nie odzywa. Nie toleruje. Spoglądam na pusty talerz położony na stole i kubek z gorącą herbatą. Czyżbym dzisiaj miała nie dostać jedzenia? Zastanawiam się, ale po chwil spostrzegam, że raczej muszę sama je przygotować. Chleb, masło, szynka, sałata, ser – to metoda którą posługiwałam się przy robieniu kanapek do szkoły. - Nie powinnaś może przejść nieco na dietę ?- słyszę pytanie. Może trochę ostatnio przybrałam na wadze i przydałaby się rzeczywiście, ale i tak odpowiadam z pokorą :- Nie, nie wydaje mi się.Łapię za uchwyt w plecaku, podrzucam go do góry i zakładam na prawe ramię. Krzyczę:- Wrócę później, idę do Madi ! – i wychodzę zatrzaskując głośno za sobą drzwi. W połowie drogi złapał mnie deszcz, a przez ulicę jak na złość ciągle przejeżdżały ciężarówki, ochlapując mnie przy tym. Woda ze mnie cieknie, jestem brudna i śmierdzę, deszczem ? Ledwo przekroczyłam próg liceum i od razu pobiegłam do ubikacji. Zamknęłam za sobą drzwi i doprowadziłam do porządku. Po transformacji z powrotem wychodzę na korytarz i kieruję się pod klasę 23. Widzę już czekających pod nią na mnie Madi, Louisa i Stephanie. - Przepraszam, że tak długo, ale kierowcy ciężarówek nie zwracali na mnie uwagi i na kałuże blisko chodnika.- Tak, teraz ciągle jeżdżą po Ariantown. Nawet pod naszą szkołą stoją dwa duże, czarne auta i nikt nie wie kto jest ich właścicielem i po co tutaj przyjechali. Nasze miasto było zazwyczaj spokojne, ale od poniedziałku wszędzie widzę te samochody! – zauważa Madi.- Rzeczywiście nie zwróciłam wcześniej na to uwagi.- Patrz! Tristan idzie, pogadaj z nim w końcu. Przecież to przystojniak.- Zrozum, że ja i on nigdy nie będziemy razem. Poza tym wydaje mi się, że zbliżył się do Keaty. Więc proszę daj wreszcie spokój.Tristan. Chłopak o piwnych oczach, kruczoczarnych, krótkich włosach i pięknym spojrzeniu. Podoba mi się od podstawówki, ale każdy normalny wie, że nie mam u niego szans. Kiedy przechodzi zauważam, że patrzy się w naszą stronę. Próbuję udawać, że go nie widzę i coraz lepiej zaczyna mi to wychodzić. Dzwonek na lekcje przerwał wszelkie niezręczne sytuacje. Na fizyce nie dzieje się ponownie nic ciekawego dlatego miałam wrażenie, że zasypiam. Przebudził mnie jednak wielki huk i jakby trzęsienie ziemi. Po paru sekundach następny i następny. Panika w klasach i na korytarzu. Wyglądam przez okno i widzę. Wysiadających z tajemniczych pojazdów Żołnierzy Północy. Są to ludzie przysyłani przez sąsiadów z północy chcących zawładnąć naszym terytorium. Okrążyli całą szkołę, wszystkie wyjścia. Nie ma ucieczki. Zostaliśmy uwięzieni
ROZDIZAŁ 2
Nogi uginają mi się kolanach i kręci mi się w głowie. Czy zniszczyli pozostałe miasto a szkołę zostawili na koniec ze względu, że jesteśmy jeszcze jakby dziećmi. Dlaczego od razu nie wysadzą całej szkoły, po co im banda zwykłych szesnastolatków ? Nie zamierzam zbytnio panikować, bo wiem że to i tak mi nic nie da. Udaję się za resztą mojej klasy, poszukując wzrokiem Tristana. Idzie razem z Keaty, za rękę. Odwracam wzrok kiedy się na mnie patrzy, On także nie panikuje w przeciwieństwie do jego nowej dziewczyny. Spuszczam oczy na dół i zauważam, że mam brudne, podeptane przez innych buty. Idziemy wszyscy do klasy numer 13. Jest to klasa w której przetrzymuje się komputery, testy, konkursy i wszelkie oszczędności szkoły, dlatego drzwi do niej są chronione dwoma kratami. Wiemy, że to i tak za bardzo nic nie da, ale lepsze to niż nic. Siadam na parapecie w oknie i patrzę na żołnierzy z karabinami obserwujących cały teren. podsłuchałam rozmowę nauczycielek jak to czworo uczniów chciało się wydostać oknem i niestety. Zastrzelił ich snajper. Nie chcę tak zginąć, dlatego wszelkie pomysły odstawiam na później. W tłumie zauważam Madi, więc macham i wołam ją głośno, aby przyszła do mnie. Siada obok przerażona, trzęsie się i płacze. Obejmuje ją ramieniem i pocieszam jak tylko mogę.- Wymyślimy coś, obiecuję- szepczę cicho.
- Słuchajcie, musimy coś wymyślić, nie pozostawimy tego od tak. Nie poddamy się, tutaj macie mapy szkoły. Pomyślcie jakby można byłoby się stąd wydostać- oznajmia nam wychowawca podając plany szkoły. Zgarniam do mojej grupy Madi, Stephanie i Louisa.
- To bez sensu, żołnierze nie mogli zająć wszystkich wyjść ze szkoły. Jest ich aż osiem ,a większość nich stoi przecież przed głównym wejściem- mówię jako pierwsza.- Wcale nie masz racji, do zablokowania drzwi wystarczy dwóch żołnierzy z karabinami na jedne- sprzeciwia się Stephanie.- Masz rację, wystrzelają nas prędzej czy później- mówi Louis.- Musimy się jakoś wydostać sami w czwórkę. Każdy wie, że reszta klasy zepsuje cały plan!- krzyczę. - Chwila przecież to oczywiste- uderzam się ręką w głowę- przy naszej szkole znajduje się basen ! Tam też jest wyjście, prawie niewidoczne i pewnie je przeoczyli. Tylko trzeba będzie zdobyć klucze do drzwi łączących z basenem- pokazuję miejsce gdzie znajdują się klucze do pomieszczenia.- Wystarczy, że włamiemy się do kantorka na dole, ale co jeśli nie zapomnieli o tamtym wyjściu- denerwuje się Steph. - Będziemy ryzykować lecz musimy pójść wszyscy, niezauważeni.
Cały czas myślę o naszym wspólnym planie. Nie wiem czy podołam wyznaniowi przemycenia kluczy. Ominięcie wszystkich pułapek i strażników oraz kamer będzie bardzo trudne. - Czas rozpocząć misję – mówi Lou po czym kładziemy ręce jedna na drugiej i wyrzucamy je w górę krzycząc : Akcja ! Potajemnie przechodzę przy ścianie do naszego wychowawcy i pytam udając bardzo dobrze ból:- Proszę pana, niedobrze mi czy mogłabym pójść do łazienki, chyba że chce pan tu mieć mały smród i bałagan.- Idź tylko proszę, uważaj kochana.Wychodzę z klasy rozsuwając metalową kratę i przestają udawać ból. Idę prosto długim korytarzem omijając kamery przechodząc blisko, centralnie pod ścianą. Stoję przed drzwiami do kantorka i myślę jak je otworzyć. Wyjmuję wsuwkę z włosów i majstruje nią w zamku. Po paru sekundach udaje mi się wejść do pokoju. Klucze wisiały na specjalnej tablicy. Chwyciłam te z podpisem – basenowe i szybko wróciłam do klasy. Moja grupa byłe ze mnie bardzo dumne. Mieliśmy już klucze, teraz musimy jakoś wymyślić plan, który wypali.
- Mamy klucze nie możemy się teraz poddać.- Ale nie wiadomo czy się nam uda wymknąć.- Najlepiej działajmy w nocy. Wszyscy zasną, a my tajnie wyjdziemy. Drzwi nie są specjalnie chronione. Pan Wolf ma klucz w kieszeni kurtki wiszącej tam – wskazałam wieszak przy drzwiach.- A więc ustalone, zadziałamy nocą.
Siedzimy razem z Madi i Stephanie na materacu przy oknie. Czekamy aż wszyscy zasną, nie zapowiada się dobrze bo niektórzy oglądają filmy – horrory i pewnie nie zasną. Znając jednak naszego nauczyciela będzie on kazał wyłączyć komputery przed północą. Cały czas gdy dziewczyny rozmawiają o związku Madi i Louisa, ja wpatruję się w Tristana i Keaty oglądających „ Chucky”. - Sophie ! Sophie ! – woła mnie Madi.- Przepraszam zamyśliłam się.- O kim ? O Tristanie. Błagam nie rób maślanych oczu do niego, bo po pierwsze- ma dziewczynę, a po drugie …- A po drugie co ? - Dziewczyny wymieniły spojrzenia i widać, że się zastanawiały- dziewczyny odpowiedzcie mi !- Louis z nim rozmawiał i on powiedział mu, że … że nigdy nie macie szans być razem, bo on jest zauroczony Keaty i nie jesteś w jego typie.- Dlaczego mówicie mi to dopiero teraz? Zapomniałabym…- Nie, nie zapomniałabyś tylko jeszcze bardziej…. co ty robisz – mówi Steph kiedy ja wstaję i idę w jego stronę.- Nie mogę bezczynnie stać!Z bólem serca poszłam w ich stronę, ale tuż przed nimi zamarłam. Największym ciosem był moment, w którym się pocałowali – przy mnie , jakbym nie istniała. - Jest jakiś problem, coś się stało ? – powiedział.- Nie, chciałam zapytać czy nie moglibyście mi pożyczyć filmu.- Sorry ale aktualnie oglądamy, więcej nie mamy- wtrąca Keaty.- Rozumiem, przepraszam za kłopot.Odeszłam wolno, a on odprowadził mnie wzrokiem do końca.Po niespełna godzinie wszyscy już spali, niektórzy chrapali. Bardzo mnie to śmieszyło. Patrzyłam jak Moja Grupa szykuje się do ucieczki. Gdyby to naprawdę się udało byłabym zupełnie szczęśliwa. Nie wiem gdzie byśmy się wtedy udali, ale razem znaleźlibyśmy rozwiązanie każdych sytuacji. Szkoda mi tych którzy zostaną i będą znosili tortury lub zginą w najokrutniejszy sposób. Jest to dla mnie cios poniżej pasa. Pakuję do plecaka niezbędne rzeczy, np. jedzenie, picie i dla obrony każdy bierze po dwa noże, żeby można było się obronić przed jakimkolwiek atakiem. Boli mnie głowa i jestem przemęczona bo długo nie spałam. Wystarczy, że pomyśle o tym co może mnie spotkać i od razu pobudzam się do ucieczki i walki z moimi największymi słabościami.
ROZDZIAŁ 3 - Słuchajcie jak my ich tu wszystkich zostawimy, ucieczka rzeczywiście może się udać, a co wtedy z nimi?! - Zostaną tu, czy tak bardzo ich kochasz ?- Tak kocham Tristana, i nie chcę żeby zginął, tu w tych warunkach! - To zabierz go z nami, nie mamy nic przeciwko- mówi Madi.- Czy ja też będę mógł się z wami zabrać, wiecie śledzę was od pewnego czasu i wydaje mi się ,że niestosowne byłoby nie zabrać mnie ze sobą. Inaczej wydam wszystkim wasz sekret. Wystarczy, że się obudzą- powiedział wyłaniający się z ciemności … Bready. to chłopak, który podoba się Stephanie od pewnego czasu. Dalej nie rozumiemy jak nas rozgryzł i połapał się w naszym planie. Może to dla tego, że nie byliśmy za bardzo ostrożni.- Jak ty, tutaj ? – nie może połapać się Louis.- Słuchajcie nie zadawajcie mi pytań tylko weźcie mnie ze sobą. Może pomogę wam zabrać Tristana. Wydaje mi się, że jego dziewczyna nie będzie tu mile widziana- oznajmia Bready skubiąc paznokcie i tupiąc nogą o podłogę.- Dobra! Możesz iść z nami. Ale nie uda nam się go przekonać, żeby szedł bez swojej laski.- Ja to załatwię ! – krzyczę i idę w jego stronę. Jest taki słodki kiedy śpi i jest taki bezbronny. Chwytam go za łokieć i pomagam mu wstać. Nieco zdezorientowany odpowiada mi:- Gdzie my idziemy?- Dowiesz się po drodze, nie zadawaj pytań tylko idź.Kiedy już się nieco ocknął wytłumaczyliśmy mu tę całą sytuację. nieco się zdenerwował, ale pojął to, że nie możemy zabrać Keaty. Pożegnał ją całując w policzek i poszedł za nami.- Skąd mam wiedzieć, ze mnie nie oszukujecie.- Tristan, byliśmy kiedyś twoimi przyjaciółmi ! Jednak postanowiłeś nas opuścić, w ogóle dlaczego mielibyśmy ?- pyta ironicznie Madi.- Niech wam będzie, ale jak się nie uda zwalę na was ! - Droga wolna, rób co chcesz.- Powinniśmy już iść, chyba, że chcecie tutaj zostać na zawsze i zginąć ! – wtrącam się w ich rozmowę i idziemy. Louis ostrożnie wyciąga klucze z kieszeni płaszcza pana Wolfa, omijamy śpiących kolegów i już stoimy przy drzwiach. Ostrożnie je otwieramy i wychodzimy jeden po drugim na zewnątrz zostawiając klucz w klasie, a drzwi niestety otwarte. Wyjaśniam im jak ominąć kamery i idzie nam to dosyć sprawnie dopóki Steph się nie potknęła i runęła twarzą o podłogę. Na szczęście nikt tego nie usłyszał, a zdarzenia nie uchwyciły zabezpieczenia. Zeszliśmy po schodach i naprzeciwko siebie mamy czarno – białe drzwi prowadzące na basen. Lou podaje mi klucz. Zamykam oczy, przekręcam go w zamku i modlę się, żeby to był ten właściwy. Udało się, zaskrzypiały one lekko i ukazał przed nami krótki korytarz, z którego skręca się w lewo do kasy znajdującej się przy wyjściu. Teraz już nie musimy się skradać ani niczego udawać. Pusto, cicho, podejrzanie. Cieszymy się, bo nasze przypuszczenia potwierdziły się. Wyjście nie jest oblężone. Tristan wychodzi przez drzwi, ale szybko go powstrzymuję krzycząc : STOP!serce zamiera mi na widok człowieka z bronią w oknie, obserwującego teren.- Snajper ! No brawo, teraz na pewno nam się nie uda? – mówię zmartwiona i obmyślam plan „B”.- Wiedziałem, że to wam się nie uda! Wracam do klasy ! – krzyczy Tristan.- Naprawdę myślałem, że to się uda, dlatego się do was przyłączyłem. Zaszliśmy tak daleko i nie możemy się poddać, ty też Trist- dodał z powagą Bready- mam pomysł- wszyscy skierowali na niego spojrzenia- Musimy rozkojarzyć Snajpera, żeby zaczął obserwować inny teren. Moglibyśmy zbić szybę, ale nie wiem czym?- Tak, możemy spróbować. Wystarczy nam proca z gałęzi i gumki oraz jakiś duży kamień. Robiłem kiedyś takie w dzieciństwie i zbiłem okno u sąsiada w piwnicy- tłumaczy Lou.- Ale jak skombinujemy rzeczy na procę?- Obok drzwi leży sterta gałęzi, powinien mnie nie zauważyć, a w kasie leżą gumki recepturki, wystarczą mi. Kamienia nie trudno będzie znaleźć.- Rób jak uważasz.Lou otworzył cicho drzwi wyjściowe i sięgnął po odpowiednią gałąź. Serce dudniło mi ze strachu przed tym, że zaraz zastrzeli go człowiek z okna. Nic takiego na nasze szczęście się nie stało. Zadowolony tym, że zdobył to czego chciał podbiegł po gumę. Odwrócony do nas plecami, skonstruował coś na kształt procy. Udała mu się. Teraz potrzebny będzie większy kamień. Ze złości, że żadnego nie ma w pobliżu skaczę do góry i tupię nogami o podłogę. W kieszeni czuję, że mam coś ciężkiego, co za każdym razem prawie mi z niej wypada. Przegrzebuje dziurę w spodniach i znajduję… kamyk. - Idealny – mówił Louis łapczywie chwytając go w dłonie. Nadszedł krytyczny moment. Musi mu się udać odpowiednio wycelować w niewielką szybę. Cienkie szkło powinno z łatwością pod takim uderzeniem się zbić. Uchylam drzwi, on wychyla się lekko zza nich niezauważalny i wypuszcza kamień z procy. Wszyscy obserwują jak leci i trafia w okienko, które rozwala się z hukiem. Strażnik z okna wystraszył się, obrócił i pobiegł sprawdzić pewnie co to takiego lub wezwać posiłki.- Teraz! – krzyczę i biegnę jako pierwsza. Kieruję się zza drzwi w lewo i biegnę prosto. Przede mną strome urwisko pokryte roślinami i trawą. Nie boję się , po prostu skaczę i cieszę się w duchu, że wszystkim nam się udało. Pozostali obserwują moje ruchy i także rzucają się w przepaść. Po skoku uderzam w ziemię i turlam się po wzniesieniu. We włosy wplątują mi się rośliny, ubrania mam zielone od trawy i brązowe od błota, a twarz pokaleczoną kamieniami i kolcami. Już nie spadam. Po prostu leże nieruchomo i wpatruję się w niebo. Madi podchodzi do mnie, pomaga mi wstać, najwyraźniej najgorzej wszystko zniosłam. - Udało nam się, udało- wykrzykuje, a łzy płyną jej po pokaleczonych policzkach tak jak mi. Uśmiecham się szeroko i cieszymy się razem. Ale co teraz? Czy przetrwamy bez jedzenia, picia, dachu nad głową? Będziemy teraz iść przed siebie, szukać wolnego od grozy miasta. Nowego domu.
- Podziwiam was, jednak plan wypalił- powiedział nagle Bready śmiejąc się. Teraz tyko Tristan siedzi na ziemi i skubie trawę obok siebie. Kiedy wszyscy rozmawiają i myślą nad wędrówką, ja idę do niego i siadam obok. Z wahaniem chwytam jego dłoń i mówię:- Nie cieszysz się ? Jesteśmy wolni ! – on patrzy się na mnie przez dłuższą chwilę. Ahh te jego oczy. Brakowało mi tego spojrzenia bardzo długo. - Jasne, że się cieszę, tylko nie mam nikogo bliskiego przy sobie, kogoś kogo kocham- trochę zabolały mnie jego słowa, zdenerwowałam się nieco, wyciągnęłam rękę z uścisku i powiedziałam:- Masz tutaj nas ! Równie dobrze mogłeś zostać tu sam ! – i odeszłam z powagą, ale także ze smutkiem w sercu, że się na mnie obrazi. Wysłuchałam teraz poważnej konwersacji:- Przenocujemy gdzie indziej, musimy odejść od szkoły chociaż kawałek.- Tak, ale jeśli nic nie znajdziemy?- Znajdziemy ! – powiedziałam i wyjaśniłam im o co chodzi.- Kiedy byłam smutna, a my kończyliśmy lekcje, zawsze przychodziłam tutaj w te okolice. Obok miejsca gdzie skoczyliśmy są schody, jednak tak się nakręciłam iż o nich zapomniałam. Do rzeczy.Zawsze tutaj schodziłam i szłam tam – pokazałam obłoconą drogę- ona prowadzi do drogi na piękne złociste pola rzepakowe i nie tylko. Tamtejsza droga jest wyżłobiona przez traktory. To moje ulubione miejsce na odpoczynek. Możemy iść tam przenocować. - A więc dobrze, najlepiej idźmy teraz- ruszyliśmy razem, ominęliśmy błotnistą drogę i wkroczyliśmy na pola. Wszyscy zdziwili się tym widokiem. Po paru minutach podróży zauważyliśmy wzniesienie, niewielkie, pokryte trawą, na którym rośnie płacząca wierzba.- To idealne miejsce.Wdrapaliśmy się na szczyt górki i od razu położyliśmy się spać. Leżałam obok Stephanie i Madi. W pewnym momencie, kiedy się obróciłam, zorientowałam się, że nie wszyscy najwidoczniej się położyli. Louis siedział na skraju górki, wpatrując się w dal. Nagle usiadła obok niego Madlen. Nawet nie zauważyłam kiedy zniknęła. Siedzieli nie daleko, więc usłyszałam ich rozmowę.- Coś się stało – zapytała Madi.- Od pewnego czasu chciałem ci powiedzieć , że mi się podobasz. Może nie było po mnie widać, ale bardzo cię lubię.- Ja też cię uwielbiam, jesteś moim najlepszym przyjacielem.- Tylko najlepszym przyjacielem? – Louis przytknął usta do ust Madi i całowali się dość długo. Nie wrócili na swoje miejsca. Tylko zostali tam. Razem zasnęli tak jak ja.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz