PROLOG        
    Rankiem następnego dnia siedzę na ławce nad brzegiem jeziora. Nie ścisnął go jeszcze lód, na powierzchni można zauważyć lekki nurt wody. Można by rzec , że znajduję się z dala od cywilizacji. Niekiedy chodnikiem idzie tylko grupka ludzi posyłających mi pytające spojrzenia za każdym razem. Moje włosy podobnie jak przemoknięte buty pokrywa śnieg, a mroźne powietrze z każdym oddechem zmienia się w malutki obłoczek pary. Drżącą dłonią przesuwam po ekranie telefonu i odrzucam połączenie. W ułamku sekundy zauważam połyskującą na moim nadgarstku gitarę połączoną rzemykiem z książką. Rozplątuję zwinnie węzeł i zaciskam bransoletę w dłoni , po czym kładę na ziemi i zasypuję warstewką białego puchu. Zostawiam z nią ostatnie wspomnienie , którego za wszelką cenę chciałam się wyzbyć. Strzepuję śnieżynki z pasm brązowych włosów i stawiam nogę na drewnianym pomoście, a potem drugą. Lekkimi krokami idę na jego koniec. Podeszwy zostawiają za mną ślady ,a  czapkę porywa podmuch. Wiatr kołysze czubkami drzew. Gdzieś w oddali w powietrze wznosi się ptak i trzepocze skrzydłami jakby od tego zależało jego życie. Chwytam się zimnej poręczy na końcu mostu i stawiam na niej po kolei stopy. Chłód szarpie mój rozpięty płaszcz i przyprawia o łzy w oczach. Przecieram je rękawiczką i podejmuję decyzję. Chłodna woda w jeziorze woła o moje ciepłe ciało , a poręcz chce pozbyć się mojego ciężaru ciała. Staję lekko na palcach i myślę o doznaniu , jakiego doświadczę przy zetknięciu się z taflą, a w końcu mulistym jeszcze dnem. Ktoś w oddali woła mnie po imieniu. Pomost skrzypi i ugina się pod czyimiś krokami. Puszczam się rurki i przymykam powieki. Oddaję się w ramiona wiatru, który niesie mnie w stronę odwrotną od zamierzonej. Nie spadam do przodu do wody, tylko lecę do tyłu i ląduję w znajomych mi objęciach. Chłopak pociera moje czoło , a ja zauważam rzemyk na jego nadgarstku , ten sam, który zostawiłam gdzieś pod białym puchem okrywającym zmarzniętą zieleń.

                                                                               1

Nocą spadł śnieg. Podjazd od domu jest jak zawsze nieodśnieżony , a drzwi trzeba pchać z trudem by jakkolwiek ruszyć zaspę śniegu za nimi. Mróz wpycha się do domu gdy mama wraca ze sklepu , a ja jeszcze ciaśniej obwiązuję się szlafrokiem i wkładam na nogi najcieplejsze kapcie. Wichura za oknem wcale nie jest zachęcająca do wyjścia na spacer, a mój dom odstrasza swoim starym wnętrzem jakby mieszkał tu przed nami truposz. Mój pokój jest jedyną symfonią spokoju. Nie otwieram okna by zaoszczędzić na cieple i nigdy nie zostawiam drzwi na rozcież. To znak dla innych domowników , mamy , że jestem zajęta lub nie w humorze.
- A śniadanie ? - matka macha opakowaniem płatków i mlekiem przede mną , ale ja kręcę głową z niechęci i wracam do swojego potulnego łóżka. Lubię wpatrywać się na zdjęcia wiszące tuż nade mną, ponieważ przypominają mi  o mojej pasji fotografa. Zakurzony sprzęt stoi co prawda w kącie na komodzie , bo czasu na spełnienie marzeń nieco ubyło przez naukę. Mając na myśli naukę , mówię o dostaniu na odpowiednie studia w innym mieście.
Kiedy nie mam nic do roboty lubię sięgać po moją ulubioną powieś : "Jak Oddech". Opowiada o prawdziwym życiu bez szczęśliwych zakończeń, a z pewnością inny czytelnik odłożyłby ją po pierwszych pięciu stronach. Dzisiaj jest inaczej. Dziś siedzę wpatrzona w ekran telefonu i czekam aż zadzwoni lub przyjdzie wiadomość. Nie ma nic od wczoraj , więc powoli zaczynam tracić nadzieję. Wichura otwiera moje okno , a ja z przerażeniem rzucam się na nie i zamykam z całej siły wyrzucając wibrujący telefon za szybę. Ląduje na białym puchu na dole i dalej dzwoni. Zarzucam kurtkę i zabieram się w pogoń za smartfonem. Od mrozu odmarzły mi wszystkie części ciała , ale ja uporczywie szukam małego urządzenia w śniegu pod oknem.
- Tego szukasz ? - ciemnowłosy chłopak podrzuca do mnie moją zgubę z kpiącym uśmiechem na ustach- Chyba chłopak dzwonił - mówi , wskakuje do furgonetki i z piskiem opon odjeżdża z podjazdu.- Co się stało ? - mama skierowała na mnie spojrzenie szeroko otwartych , zmęczonych oczu , w których rozświetlał się blask zaniepokojenia i gniewu. Teraz czułam się dziwnie , kiedy przytuliłam ją moim drżącym od zimna ciałem. Pogładziła mnie uspokajająco - Oddzwoń- powiedziała czytając mi w myślach.

- Channel ? - jego głos rozchodzi mi się po głowie - Jesteś ? - Tak , jestem - przygryzam wargę i kładę się na łóżko - Dzwoniłeś ? - Tak jak obiecałem , ale chyba byłaś zajęta.- Przepraszam - szepczę - mały incydent z oknem i telefonem- druga storna telefonu się śmieje- może powiesz mi co chciałeś - wyduszam z siebie i chwytam pierwszą lepszą poduszkę. Bałam się o to zapytać , bo jest wiele możliwości tych złych i tych dobrych. Powiedziałby pewnie , że nic , ale on zabiera się za tłumaczenie czegoś , czego wcale nie chciałam słuchać.
- Wczorajsza noc u mnie była przyznam miła , a ten rok spędzony razem , wyjątkowy - serce zatrzymuje mi się w połowie tego zdania podobnie jak oddech- Ale chyba nie najlepiej to rozegrałem.
- O..oo czym tym m...mówisz ? - jąkam się.
- Przykro mi , oszukałem cię. Mam inną - ciche pikanie w telefonie i w moim uchu , a potem przeszywający cały dom wrzask i ramiona mamy otulające mnie przez połowę tego i następnego dnia.

                                                                              *
Chciałabym powiedzieć , że zachowałam zimną krew do samego końca. Lecz to nie jest w zupełności prawda. Zasypany białym puchem dziedziniec jet opustoszały , co oznacza tłumy i gwar w szkolnym budynku. Zawsze przychodzę przed czasem  , żeby ulokować się bez problemu w moim zaciszu. Idę prostym korytarzem , a na jego środku całującą się namiętnie parę. On i ta dziewczyna , którą kojarzę z drużyny dopingującej. Odwracam wzrok i zaciskam pięści na niesionej książce. Mój wzrok wędruje od nich nieco dalej , do sali muzycznej. To miejsce mojego odpoczynku od rzeczywistości. Wśród instrumentów , nut i Bacha na portrecie po mojej lewej. Na początku roku spostrzegłam , że ta sala pozostaje otwarta nawet na przerwach i stąd się wziął nałóg przebywania tutaj na przerwach i wolnych lekcjach. Nikt prócz czasem sprzątaczki nie przeszkadza mi w czytaniu " Jak Oddech" czy też " Szeptem" . Po prostu to raj dla tak zamkniętej i tajemniczej jak ja osoby. Z przyzwyczajenia zamykam wszystkie okna , a gdy się odwracam , po drugiej stronie klasy stoi on, a w zasadzie Matt. Nie ruszam się z miejsca, w którym stoję.
- Odejdź - zbiera mi się na łzy - Proszę wyjdź ! - krzyczę pokazując na drzwi.
- Channel...- szepcze i podchodzi do mnie chwiejnym okiem.
- Nie dotykaj mnie ! Ją tak , mnie nie - chwytam za plecak i wybiegam w tłum ludzi. Widzę cień chłopaka znikającego za rogiem. Cień tego , który jak widać słyszał mój krzyk.

Rzucam się w pogoń za tajemniczą osobą. Śledzę jego / jej ruchy , przedzierając się przez tłumy nastolatków. Podążając tak wchodzę na pustą stołówkę , kolejne miejsce gdzie nikt nie wejdzie bez narażenia swojej godności. Ja już i tak jestem daleko w dole. Wiatr zamykanych drzwi szarpie mi opadające na ramiona włosy. Kładę torbę z książkami na blacie i zwiedzam miejsce obiadu w poszukiwaniu tropu.- Nie wierzę , że doszłaś tak daleko - męski głos rozchodzi się po sali.- Nie wierzę , że było tak łatwo ! - śmieję się i parzę na wyłaniającą się osobę zza rogu. - Przeczuwałem , że ten telefon nie dzwonił z byle powodu - uśmiecha się do mnie i mierzy swoimi kasztanowymi oczami. - Często patrzysz jak sobie czytam zboczeńcu ? - zakładam ręce na piersi i zaczynam się cofać gdy chłopak zbliża się do mnie.- Może od dwóch tygodni. Serio myślałem , że tylko ja czytam te dramatyczne książki - zabieram plecak i wychodzę z gracją na korytarz , on za mną. Oczy tysiąca ludzi wpatrują się na szczęście jak się domyślam w niego nie we mnie , a tabun dziewczyn taranuje mnie i zaczyna rzucać mu komplementy. Odwracam się jeszcze raz idąc w stronę zajęć , a ten , który mnie szpiegował perfidnie puszcza mi oko. Wystawiam mu język i z zaprzątaną głową znikam za rogiem.

                                                                              2

Złowieszcze jest to , że nie mogę nikogo zapytać co to za chłopak. Pogłoski o dopytywaniu rozchodzą się szybciej niż o czymkolwiek innym.
Nigdy nie zorientowałam się , że ktoś , a w szczególności taki Ktoś może mnie obserwować , a co ważniejsze patrzeć co czytam. Nastawiam się na to iż pod następną próbą zamknięcia się w sali muzycznej zdam się na nijakie towarzystwo.
Myliłam się co do jednej rzeczy. Nie było tak jak myślałam , kompromitujące rozmowy , czy też tłum fanek wbiegających za nim do tej samej klasy. Było tak , jakby w mojej głowie nie istniał on , a ja w jego.

 12.45, wtorek 

Opustoszała sala, korytarz jeszcze nie zapełniony. Róg za którym znikam i osoba siedząca na ławce w sali muzycznej , machająca topornymi butami uderzając o ziemię. Skrzypienie drzwi wyrywa chłopaka z zamyślenia i stawia na nogi.

- Miła odmiana , myślałem , że już nie przyjdziesz - uśmiecha się i wyciąga "Jak Oddech"- przyszedłem tylko z tobą poczytać.
W następne pół godziny bardziej skupiałam się na moim cichym towarzyszu. Jego trzęsąca się ręka obracająca kartkę papieru i równy oddech , a w tych najlepszych momentach akcji , brak ruchu tylko znakomite skupienie. Usadowił się na miejscu obok mojego i co chwila patrzył w przerwach na której jestem stronie. Wraz z dzwonkiem marzenia książkowe rozpłynęły się w powietrzy wraz z zakłóconą ciszą.
- Channel - mówię przechodząc obok niego. Pyta mnie wzrokiem - Moje imię - jego kąciki ust unoszą się.
- Ethan - wrzuca książkę to torby i otwiera mi drzwi - Do zobaczenia Channel- te słowa rozeszły się po mojej głowie i zagnieździły gdzieś w zakamarkach.

                                                                      * * *

- Dlaczego nie chcesz jechać do galerii ? - mama pyta mnie ze zdumieniem prasując ciuchy do wyjścia.
- Nic nie potrzebuję - warczę.
- Już nie chcesz chodzić z mamą do sklepu ? - odstawia żelazko i kładzie ręce na biodrach- Rozumiem , wolisz wychodzić z koleżankami i rozmawiać o chłopcach - mama krzywi się.
Brakuje mi chwil spędzonych w jej towarzystwie. Zawsze była taka pogodna , ale gdy tata nas opuści , w zasadzie wszystkie obowiązki spadły na nią i już nie daje rady. Powinnam jej wynagrodzić chociaż to , że dalej ma siłę być moją matką.
- Ubiorę się i wychodzimy - zdaję się na całusa w policzek i idę spędzić 20 minut na wybieraniu ciuchów.

Szczery uśmiech gości na mojej twarzy by nie dokuczać mamie , która tak cieszy się z wyjścia z córką na zakupy. Wiele sklepów odwiedziłyśmy oglądając tylko to co nam się podoba. W zasadzie tylko mama kupił sobie sukienkę , a ja chodzę z pustymi rękami , nie licząc smartfona w dłoni. Skupiam się z wielkim wysiłkiem gdy mama tłumaczy mi różnice pomiędzy tak samo wyglądającym butami w obuwniczym , choć do chwilę zerkam na grupki ludzi biegnące w lewą stronę galerii. Wyprzedaż ? Rzucamy sobie pytające spojrzenia po czym razem wychodzimy ze sklepu i podążamy w stronę tłumu. Wielkie zgromadzenie ludzi jest powodem zorganizowanego koncertu. Wszyscy tańczą , śpiewają innymi słowy bawią  się , ale mi zależy tylko na tym by zobaczyć zespół na scenie. Parę dziewczyn w mini spódniczkach pcha mnie tak iż mało się nie wywracam. Mama została na końcu zbiorowiska i czeka aż upewnię się co do piosenkarzy. Stoję prawie przy scenie. Przepycham się mocniej do barierki i prawie przez nią przelatuję . Patrzę w górę , a moim oczom ukazuje się zespół z mojej szkoły. Dark Dreams. Wyostrzam wzrok i kieruję spojrzenie na głównego piosenkarza. Ethan. Serce podskakuje mi do gardła gdy mnie widzi i śpiewa zerkając. Palę się ze wstydu , ale stopy aż same rwą się do rytmu. Fanki pchają się za bariery i próbują ominąć strażników. Dopiero teraz zauważam jak bardzo zespół, a nawet sam Ethan są popularni. Na przerwach siedziałam w klasie, zamiast widzieć proszące o autografy dziewczyny, zazdrosnych chłopaków, ludzi nucących ich piosenki na korytarzu aż w końcu to , że Ethan szukał kogoś kto nie widzi w nim popularnej gwiazdy. Powiedzmy , że się nadaję na przyjaciela. Zanim jego fani pożrą mnie żywcem. 
Odwracam się na pięcie i bokiem wydostaję. Ale muzyka przestaje grać , rozbrzmiewają tylko oklaski i wiwaty. Czyjaś dłoń zaciska się na moim przedramieniu i ciągnie do siebie. 
- Gdzie lecisz - kojący głos wdziera się do mojej głowy.
- Ethan ! - jakaś blondynka podbiega z tłumem za sobą do nas i z mazakiem w ręce. Odsłania swoje ramię i prosi o podpis. Czerwienię się na ten widok , może i bez powodu , ale gdy chłopak krzywi się na jej widok i bierze mnie za rękę , mój umysł gna za jego krokami , w stronę wyjścia ewakuacyjnego. Zostawiam za sobą tych wściekłych ludzi i zniecierpliwioną mamę , po czym ląduję na tyłach galerii , cała w mroźnym śniegu pokrywającą mnie od góry do doły. Wciskam dłonie w kieszenie i marszczę zmrożony noc. Nogi zatapiają się w białym puchu i mokną mi buty. Podmuch wiatru zarzuca mi brązowe włosy na oczy. 
- Chodź - mówi Ethan i chwyta mnie w ramiona . Jego beżowa kurtka otacza moje ramiona, a ja próbuję rozgryźć sytuację obecną. - Pewnie masz mnie za totalnego wariata. Ja po prostu ratuję cię od zazdrosnych fanek- wybucham lodowatym śmiechem i chowam twarz i najcieplejszym zakątku jego ubrania. Chyba mogę powiedzieć , że to jest bliski kontakt, ale to co się wydarzyło jest śmieszne. Mogę rzec , że nigdy nie było w moim życiu zabawniej. Gdy ląduję na fotelu auta , dość drogiego Mercedesa , chucham w dłonie i z uśmieszkiem patrzę na Ethana. 
- Mama została w galerii - chwytam za telefon i wykręcam do niej numer. W jej głosie nie ma nic nadzwyczajnego prócz ciekawości i zdziwienia na temat mojej znajomości z takim chłopakiem. Nie pyta gdzie podążamy , czy co robimy, tylko każde mi być pod telefonem. Prostuję się w fotelu i skulam się w kulkę- Jaki masz zamiar ? Porywasz mnie na zakładniczkę ? 
- Nie - dziwi się - Chciałem po ciebie wpaść do domu po koncercie , ale ta sytuacja była bardziej romantyczna,  prócz twoich nóg na moim czystym siedzeniu.
- Nie bądź pedantem ! - uderzam go w ramię , a ten symuluje ból- Gdzie jedziemy ? 
- Myślałem , że ty coś zaoferujesz - kręcę głową - Więc już wiem co ci się spodoba. 

3

Czy nie pięknie jest znaleźć się w tak cichym i kojącym miejscu z dala od tych problemów i ludzi. Zima. To zdecydowanie moja ulubiona pora roku nie licząc uporczywego śniegu. Moje ulubione są drzewa. Gałęzie uginają się pod ciężarem śniegu , a przy zetknięciu z ręką sypią na ciebie śnieżynki w różnych kształtach. Aleje w parku wydają się jednym słowem magiczne. Nic nie dorówna widokowi tego wszystkiego. Ethan zaparkował auto przy wejściu do parku i oddał mi swoją kurtkę , sobie wziął płaszcz. Nie pada , ale jest mróz. To tak jak z nami. Nic się nie dzieje , ale czuję coś czego nie rozumiem. To jeden z moich problemów. Drugim jest to , że to miejsce jest zbyt piękne. Rzec mogę ściśle , że lubię piękno przyrody. Wyciągam z kieszeni telefon i robię zdjęcie.
- Daj - chłopak przejmuje go ode mnie i każe mi się ustawić. Sztywno idę i zatrzymuję się w odpowiedniej odległości- Daj spokój , trochę życia - jeszcze bardziej się wstydzę- Czekaj- szepcze i uśmiecha się.
Kobieta przechodząc obok nas nie uniknie jego prośby o zrobienie nam fotografii. Ona zgadza się i pyta o to jakie ma być zdjęcie. Ethan podbiega do mnie i bierze moje osłonięte rękawiczkami dłonie w swoje ręce.Uśmiecham się , a jego ramię otacza mnie i przyciąga do siebie. Czoła złączają się dowodząc naszej bliskości , a telefon wydaje dźwięk uwiecznionej w nim chwili.
- Dziękuję - odbieram od kobiety moje urządzenie i staję prosto przy Ethanie- Tu jest niesamowicie.
- Nigdy wcześniej tu nie byłaś ? - pyta idąc prosto alejką - W zasadzie ja bywam tu często , komponuję , myślę , a czasem się chowam - potakuję - Masz takie miejsce ?
- Tak, salę do muzyki - śmiejemy się. Księżyc jest w pełni i jest tuż nad koronami pięknych drzew. Wchodzimy na mostek prowadzący przez małą rzeczkę. Jej woda szumi w moich uszach , a na jej mulistym dnie zauważam lśniące monety, który miały spełnić czyjeś życzenia. Chłopak szybko rzuca grosik do wody , a ja patrzę jak spływa na samo dno.
- Powiesz? - pyta mnie spojrzeniem - Czego sobie życzyłeś ? - podchodzi i chwyta mnie za rękę.
- Nie , nie spełni się gdy to zrobię - całuje wierzch mojej dłoni i splata palce z moimi.

                                                                           * * *

- Gdzie byliście ? - mama podaje mi kubek parującej herbaty z miodem i siada obok mnie na łóżku.
- W najpiękniejszym miejscu na całym bożym świecie - zatapiam się w smaku słodkiego napoju , który rozgrzewa moje ciało podobnie jak wspomnienia z dzisiejszego wieczoru.
- Naprawdę , bez tłumu fanek ? - rzucam mamie wściekłe spojrzenie i opieram się o ścianę- Podoba ci się ten chłopak ?
- Nie znam go mamo- podkulam nogi pod brodę - Nie ukrywam , że chcę poznać, no i zabrał mi telefon.
- Dlaczego ? - mama dziwi się i wstaje- Może..dam ci się zdrzemnąć - całuje mnie w policzek i wychodzi. Pasuje mi to , zostawia mnie samą z moimi przemyśleniami.

Uporczywe pikanie budzi mnie rano niczym wyrywa ze snu , który miał się nie kończyć. Co dziwne to mój telefon , którego nie miałam przy sobie tamtego wieczoru. Przez niedomknięte okno wchodzi chłód do mojego pokoju i zakrywam się mocno kołdrą. Przy telefonie widniała wiadomość : Popatrz w górę.
Zerkam na sufi mojego pokoju i widzę. Nasze zdjęcie z wieczoru. Fala ciepła rozgrzewa moje ciało i wywołuje duży uśmiech na twarzy. Przecieram dłońmi twarz by jeszcze raz się upewnić i zauważam mnóstwo szczegółów na tej fotografii.
Piękne korony drzew huśtają się zrzucając z siebie trochę śniegu , który pada i tak z nieba wielkimi płatami. Nasze ubrania są przykryte warstewką śniegu, a ciała tak blisko siebie , że zapomniałam wtedy o dokuczającym mi zimnie. Stoimy w rogu zdjęcia , a za nami rozpościera się dalsza część alei z mostem i rzeką na której dnie gdzieś spoczywa sobie mnóstwo grosików. Pasuje mi jego beżowa kurtka, o której zapomniałam w zupełności i wisi gdzieś na wieszaku w przedpokoju stanowiąc obiekt zdziwienia mamy. Zmykam szybko okno i w tym momencie dostaję wiadomość. Ku mojemu zdziwieniu od Ethana, a nie od gościa , który mnie bezczelnie zostawił.
Ethan; Nie każdemu daję swój numer. Możesz zatrzymać kurtkę. Pasuje ci.
Ja; Nie miałam zamiaru oddawać. Dzięki za plakat z naszym zdjęciem. I nie pytam jak tam trafił.
Telefon milknie i cisza , która następuje jest wykańczająca. Posyłam jeszcze jednego sms'a.
Ja: Będziesz w szkole?
Ethan; Czekam na ciebie przed domem.
Serce podskakuje mi do garda i mam ochotę w piżamie iść do szkoły. Wrzucam na siebie to co mama przygotowane przeze mnie wczoraj wieczorem i z hukiem zbiegam na dół nie zważając na to , że łatwo mogę z nich zlecieć. Śniadanie , mama mnie bez niego nie wypuści. Wpadam do kuchni i zamieram na widok chłopaka przy stole rozmawiającego z moją mamą.
- Skąd nazwa Dark Dreams ? - pyta.
- Nie ja ją wymyślałem , choć powinienem brać w tym udział. Może inne były zajęte- Ethan spostrzega mnie w progu i macha ręką zapraszając do stołu.
- Channel , pomyślałam , że on nie może stać w tym chłodzie przy aucie  - wyglądam przez okno. Chyba dziś nie będę martwić się czy nie dostanę kulką ze śniegu od dziecka.
- Tak , dobry pomysł - siadam na moim stałym miejscu i czym prędzej pochłaniam porcję jedzenia.
- Gdzie dokładnie byliście wczoraj - mama nie daje za wygraną i patrzy to na mnie to na niego.
-Mamo...- szepczę i popijam wszystko herbatą- Powinniśmy iść , spóźnimy się - zarzucam jego ciepłą kurtkę na siebie i z uśmieszkiem biegnę do auta by uniknąć zamieci.

Nikt nie mówi , że będzie dobrze, ani łatwo. Większość dziewczyn padnie biegiem na jego widok z tysiącem pytań i flirtów. Stanę się tylko obiektem zmiłowania nad dziewczyną w celu podwiezienia jej w śnieżnej zamieci. Dużo ludzi mimo chłodu i deszczo-śniegu zebrało się na dziedzińcu wyczekując aż zjawi się czarny Mercedes. Samo wejście nie było wielkie. Ethan po prostu zaparkował na swoim stałym miejscu. Pomógł mi wysiąść i chyba wyczuł , że na widok fanów chce usiekać , bo złapał mnie mocno za rękę i pociągnął w stronę szkoły. Gwar otaczał mnie ze wszystkich stron , to było nieuniknione podobnie jak zmaganie się z puszczeniem jego dłoni. Po przepychaniu się wpadliśmy razem do szkoły z tłumem ludzi za sobą. Odsunął się szybko ode mnie i puścił.
- Przepraszam - szepnął i pobiegł w głąb szkoły w poszukiwaniu schronienia lub raczej zostawił mnie na pastwę losu wśród innych. Parę osób podeszło do mnie ze zdziwieniem na twarzy i dotknęło mojej , a raczej jego byłej kurtki. Ktoś krzyknął : Masz jego kurtkę ! Zawstydziłam się i pobiegłam w ślady za Ethanem , który najwidoczniej ma problem ze swoją osobą, zbyt popularną.
- Channel ? - ktoś wyłania się zza rogu i chwyta mnie za łokieć ciągnąc w stronę sali muzycznej - Musisz to zobaczyć.

4
Matt dalej ciągnie mnie za sobą przez pusty korytarz , omijając większe zgrupowania ludzi. Nie pytam co on wyprawia tylko wpatruję się w wyczekiwaniu na salę muzyczną. Stajemy przed jej podwójnymi drzwiami , a Matt każe mi zaglądnąć przez okienko. Robię co mi każe i przypatruję się dwójce ludzi przytulających się na moim miejscu czytania. Wytężam słuch.
- Ma twoją kurtkę - dziewczęcy głos jest nieco oburzony.
- To tylko kolejna fanka. Zabrała ją pewnie z szatni- dochodzi coś do mnie w tej chwili. Może i nie znam dziewczyny , ale na pewno jest ona związana z chłopakiem z którym spędziłam poprzedni wieczór.
- Widziano was w parku.
- Przebywam tam dużo. Nie moja wina , że mnie wypatrzyła , miałem ją ignorować?
- Tak- chwila ciszy.
- Dobrze. Następnym razem tak zrobię- słowa lądują w sercu i wyrzucają z niego miłe wspomnienia z parku. Walę pięścią o drzwi i rzucam przed nie beżową kurtkę. Chciałabym teraz wrzucić do rzeki grosik z życzeniem , żeby Matt nie zjawił się wtedy w tym miejscu co ja. Wolą żyć w niewiedzy niż dowiadywać się takich informacji i to jeszcze nielegalnie. Gdy jestem w połowie korytarza rozlega się wołanie mnie po imieniu. Dziewczyna stojąca za Ethanem to basistka z jego kapeli. Ma spuszczoną głowę i skwaszoną minę. Chłopak biegnie do mnie z wyjaśnieniem , ale zanim coś mówi obrywa pięścią w twarz od Matt'a , któremu najwidoczniej dalej na mnie zależy. Krzyczę głośno i odpycham rzucających się sobie do gardła chłopców od siebie. Wtulam się w Matt'a i kładę głowę w zagłębieniu jego szyi szepcząc : Spokojnie...
- Cholera ! - krzyczy piosenkarz i ociera krew z płynącą strużkami z wargi i brwi. Basistka uciekła , a wokół nas zdążył się zebrać spory tłum ludzi. Rzucam się do wyjścia ze szkoły , a potem siadam na schodku pod daszkiem , który nie jest aż tak mocno przemoknięty. Chucham w dłonie i myślę o tym , że pewnie Matt dostanie karę , a ja będę obiektem zainteresowań , a do tego wrogiem zespołu. Czyjaś ciepła ręka spoczywa na moim ramieniu i osoba siada obok mnie. To brunetka ubrana w długie czarne rurki i niebieski T-Shirt z trampkami.
- On to same kłopoty młoda - mówi do mnie ochrypłym głosem - Znam tego gościa bardzo dobrze.
Przecieram dłońmi oczy i spoglądam na nią. Ma piękne rysy twarzy , mogłaby być modelką , do tego jest bardzo szczupła , nie to co ja.
- Skąd..wiesz ? - pytam z lekkim chłodem.
- Bo jestem jego siostrą - uśmiecha się do mnie i podaje rękę - Jestem Liz.
- Channel - wstaję , a ona ze mną i wchodzimy z powrotem do budynku.
CDN.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz