Rozdział 2
Rodzinna tajemnica
Cieszę się, że Rachel wszystkie komentarze postanowiła zatrzymać dla siebie.
- Nie możemy spędzić tu ferii ! – wyrwało się jej tylko przelotnie , ale od razu odwróciła wzrok i popatrzyła w zupełnie inną stronę niż ja.
Wie, że nie warto mnie denerwować , biorąc pod uwagę , że w większej części był to jej pomysł , a po drugie znajdujemy się po środku wielkiego lasu pełnego dzikich zwierząt , włóczęgów czy może nawet pustych domków , w których kryją się ciała zamordowanych...
- Channel ! – przyjaciółka potrząsnęła mnie za ramiona gdy zmyśliłam się wyglądając przez okno na pokryte puchem drzewa i ulewę , która przemieniła się w lekki deszczyk śniegu z czystą wodą. Przyjrzałam się uważnie osobie , która stała obok nas po przeciwnej stronie pokoju. Alex rzuca mi pełne współczucia spojrzenie , jakby dokładnie wiedział co przechodzę i z parującym kubkiem zamyka się w swojej części pomieszczenia.
- Nic się nie stało – mówię spokojnie do Rachel i zsuwam sobie jej dłonie z moich ramion – Chcę tylko coś sprawdzić – wstaję z gracją i otrzepuję się z kurzu.
Wciąż myślę o moich rodzicach. Co teraz robią , czy choć trochę zamartwiają się, co może się ze mną dziać i czy nie zjada ich od środka strach o mnie i troska. Marzę o kubku czekolady , lodach i książkach , albo choćby telewizorze , którego brak w leśniczówce. Jedynym nowoczesnym sprzętem tutaj jest laptop w biurze Becka. Pytanie tylko czy mają Internet ?
Pięścią pukam lekko w drzwi do pokoju współlokatora i otwieram je powoli. Stoi tak samo jak wtedy go spotkałyśmy , stojący przy oknie , zamyślony , tylko z parującą herbatą w ręce , której łyk bierze na mój widok i odkłada na biurko obok. Patrzę na to co on. Krajobraz po śnieżycy. Gdyby mój ojczym czy matka tu byli , na pewno kazaliby mi się nim zachwycać i wyjść na spacer...
- Pomóc ci ? – Alex pyta mnie ze zdziwieniem.
- Chciałam tylko zobaczyć jak to wygląda u ciebie – uśmiecham się – pokój , obraz za oknem i tak dalej.
Sytuacja robi się nieco napięta i niezręczna. Stoję w progu drzwi i patrzę prosto w szybę. Tkwiłam między wyjściem i oddaniem się w ręce Rachel , a ukryciu się tutaj i rozmowy z chłopakiem , który nic o mnie nie wie. Bardziej pociąga mnie druga opcja , więc zamykam z sobą lekko drzwi i siadam na krześle przy biurku w lewym kącie , tuż obok jednoosobowego łóżka.
- Lubisz wyglądać za okno ? Często to robisz.
- Tak. Patrzę , bo chcę dostrzec coś czego inni nie widzą – chłopak opiera dłonie o brzeg parapetu i przygryza dolną wargę tak , że bieleje – Jeżeli pogoda się utrzyma , pewnie będziemy mieli spacer zapoznawczy – lód zebrał się w moich żyłach i powirował prosto do serca- Jeżeli śnieżyca utrzyma się nadal i zasypie leśniczówkę , przewiduję marne ferie w zamknięciu.
Pomysł o nie wychodzeniu na zewnątrz pasuje mi jak nigdy dotąd. Tylko ciepełko , książki i nieznośne narzekanie Rachel. Cudo.
- A czy to nie dobry pomysł – pytam kładąc łokcie na kolanach – No wiesz, zostanie tutaj.
- Nie , nie wydaje mi się – Alex parska śmiechem i przygląda się mojej zaniepokojonej minie i oczach , które utkwiły na czubkach drzew powiewających na wietrze- Boisz się lasu ? – chłopak pokazuje na mnie palcem i łapie za brzuch kiedy przepływa przez niego fala śmiechu. Rzucam w niego pobliskim długopisem i trafiam w jego czoło- Au !
- To był zamierzony strzał – deklaruję – Tak , kiedyś przeżyłam fatalny tydzień w lesie.
- Kiedy ?
- Pięć lat temu jako trzynastolatka.
- Opowiedz – proponuje mi współlokator i wyciąga się na swoim łóżku.
- Co ? – dziwię się.
- Opowiedz o swojej przygodzie
* * *
Wtorkowe chłodne popołudnie miało być wspaniałą wycieczką ,rozbiciem namiotów , ogniskiem rodzinnym i śpiewem. Mama , ojczym i Rachel pośpieszali mnie , bo zależało im na dotarciu do pola ogniskowego przed zmrokiem , do którego zostało niewiele. Cały czas zostawałam w tyle i musiałam biec by ich dogonić. Moja kondycja równała się z kondycją co najmniej żółwia. I wtedy to się stało. Gdy zza krzaków wystawał psi ogon podbiegłam do nich z wołaniem : Chodź mały , zabiorę cię ze sobą. Liście zaszeleściły , a ogon znikł. Wgramoliłam się między kolce i ujrzałam przed sobą parę lśniących złotych oczu. Krzyknęłam cicho gdy wilk zasapał z otwartą paszczą i zaczął zbliżać się do mnie jak do ofiary. Wtedy w moim umyśle i ciele uruchomił się instynkt strachu. Rzuciłam się pędem do biegu. Ale zamiast gonić rodzinę , pobiegłam w zupełnie inną stronę, bo i tak moim celem było zgubienie wściekłego wilczura. Miałam przewagę , ale ona stopniowo się zmniejszała. Aż w końcu zobaczyłam zapalone światło gdzieś w oddali. Przyspieszyłam jeszcze bardziej , a mięsnie paliły mnie , jakby,, weszła w ogień. Za sobą usłyszałam donośne wycie i tupot łap na ziemi. Z hukiem wpadłam do leśnego domku i zatrzasnęłam drzwi tuż na nosie zwierzęcia , które goniło mnie spory kawał drogi. Osunęłam się w dół i spojrzałam na swoje zakrwawione kostki od kolców o które zaczepiłam się , kiedy jak najszybciej wychodziłam z krzewów. Światła były zapalone, ale nie słychać było nikogo ani niczego. Tylko głucha cisza wśród mebli i świateł. Z ciekawości obeszłam dom dookoła, aż w końcu natknęłam się na zamknięte drzwi. Byłam straszliwie ciekawa co kryje się za nimi. A instynkt trzynastolatki podpowiedział mi by wejść. Lekko obróciłam gałkę i zapaliłam lampkę przy progu wejścia. Wtedy coś we mnie przeskoczyło. Tuż w rogu przy oknie z żyrandola zwisała lina , a na jej końcu kobiece ciało , blade i zakrwawione. Chciałam krzyczeć, ale wiem , że to nic by mi nie dało. Twarz kobiety pozbawiona była wyrazu , a na jej czoło spadała ruda grzywka , zupełnie jak u mnie. Z hukiem zatrzasnęłam drzwi i pobiegłam do salonu. Po pierwsze zamknęłam wejściowe drzwi na klucz , a po drugie zapaliłam wszystkie światła w domu prócz sypialni. Owinęłam się w koce na kanapie. I czekałam.
Po jak pamiętam dwóch dniach znalazła mnie straż leśna. Byłam odwodniona i głodna , bo zjadłam tylko jogurt i płatki , które były w kuchennej szafce. Rodzice byli załamani i przerażeni , ale gdy zobaczyli mnie całą ulga wymalowała się na ich twarzy. Po raz pierwszy zauważyłam na ich twarzach łzy smutku lub może strachu. Wróciłam do domu z lękiem przed lasem i drewnianymi domami , sypialniami i linami. Krew wywoływała u mnie mdłości. Od tamtego czasu już nigdy nie byłam zbyt ciekawa i nigdy nie odwiedziłam lasu , lub choćby pola z drzewkami.
***
- A co z ciałem kobiety ? – pytał z zaciekawieniem Alex patrząc na mnie z jeszcze większym współczuciem.
- Pochowali ją , ale nie zbadali. Powiedzieli , że to była udana próba samobójcza.
- A jak myślisz ty ?
- Nic nie myślę – to nie do końca prawda. Im robiłam się starsza rozpatrywała różne zdarzenia , ale także jakie popełniłam błędy. Między innymi te, że jeżeli w pobliżu grasował morderca jak podałam mu się jak na dłoni paląc w domku wszystkie światła i zdradzając swoją obecność. O ile ten ktoś nie był już tam przede mną.
- Chyba nie powinienem był pytać co się stało – na twarzy chłopaka wymalowało się poczucie winy.
- Nie , dawno nie opowiadałam nikomu o tym co się tam stało. W zasadzie to ukrywałam w tajemnicy to, że zajrzałam do tej sypialni. Nikt nic nie wiedział, prócz Rachel i teraz ciebie – odparłam wstając z krzesła i prostując plecy.
- Rachel to ta , która boi się mojej obecności i chciała mnie wyrzucić z wspólnego pokoju ? Chyba jest nieco nieufna.
- Tak to ona. Ale nie tylko ona tutaj jest nieufna , pamiętaj – rzucam mu ostrzegawcze spojrzenie i wychodzę z pokoju zanim zada kolejne pytanie , na które będę musiała odpowiedzieć.
Zmrok powoli zapadał i las drzew zamieniał się w czarną dziurę ziejącą potworami. Śnieżyca i ulewa ustała , a na jej miejsce weszła piękna pogoda , z ostrym , zimowym wietrzykiem. Głos rozszedł się po całej leśniczówce echem , rozkazał , zapewne to był Beck , ubrać się jak najcieplej i stawić w jego biurze za pięć minut. Wrzuciłam na siebie kurtkę , w której przyjechałam i buty , inne niż wcześniej , te są nie do przemoczenia. Chwyciłam Rachel za rękę i pociągnęłam za sobą posyłając czekającemu na nas Alexowi w progu szczery uśmiech. Korytarz zapełnił się gronem nastolatków gnających z góry na dół i z powrotem. Biuro było na samym dole przy wyjściu z leśniczówki. To pokój , w którym bałabym się spędzić noc. Zauważam szefa obozu stojącego przed drzwiami i przepycham się do przodu by usłyszeć co mówi.
- Obozowicze, za chwilę wyjdziemy rozpalić ognisko przed leśniczówką co jest stałą tradycją powitalną. Nie oddalajcie się od leśniczówki – to masz jak w banku – i starajcie się ze sobą zaprzyjaźnić – to już nieco mniej – Bądźcie dla siebie mili proszę ! – krzyknął gdy wszyscy wychodzili. Ja czekałam na Alexa. Ojciec zaczepił go i zamknął drzwi od biura. Z pomieszczenia wydobył się przyciszony krzyk i łomot. Klamka przekręciła się i chłopak ruszył w moją stronę rozmasowując nadgarstek.
- Wszystko w ... – nie dokończyłam , bo on minął mnie ze smutną miną i wyszedł znaleźć miejsce przy ognisku.
- Uuu – zaśmiała się Rachel , a ja puściłam jej dłoń i wybiegłam za blondynem.
- Alex ! – krzyknęłam do niego w tłumie, ale nie zwrócił na mnie najmniejszej uwagi , nie tak jak pozostali obozowicze. Przebrnęłam przez grupki ludzi i wpadłam na niego klęczącego pod drzewem. Chował twarz w dłoniach , a ja zauważyłam czerwoną pręgę na jego policzku. Kucnęłam obok niego i położyłam mu rękę na ramieniu. Wtedy odezwał się do mnie zrażonym , ochrypłym głosem.
- Uciekaj , uciekaj póki możesz Channel – lód pojawił się znowu z moich żyłach , aż szczypał w klatce piersiowej. Cmoknęłam chłopaka w policzek i kojącym głosem starałam się go uspokoić.
- On nic nam nie zrobi , tobie też nie, Alex. Musiał być zły skoro...- zawahałam się – cię uderzył.
- Nie zrobił mi to pierwszy ani ostatni raz. I nie tylko mi. Mam brata, on też tu z nami przyjechał do lasu. Ale nie na obóz , tylko do domku , który jest również nasz, a raczej był nasz, bo ojciec o nim nie pamiętał przez dłuższy okres- przełknął ślinę – Uciekaj do niego Channel. Mój ociec to szaleniec.
- Niegdzie nie ucieknę – starałam nie wykazywać po sobie zdziwienia i troski dla tego chłopaka. Jego zielone do bólu oczy patrzyły się na mnie z wyczekiwaniem. Teraz zauważyłam , że prócz okropnej pręgi na policzku jest nawet przystojny. Grzywka opada mu lekko na czoło , a twarz ma nieco zarumienioną od zimna. Jego dłonie są niesamowicie zadbane i jak się okazało gdy go za nie wzięłam , delikatne i gładkie. Wstaliśmy razem i wróciliśmy do obozowiska. On ze strachem w duchu , a ja z jeszcze większym. Przyglądnęłam się Beckowi. Wyglądał po prostu na miłego faceta , ale jak widać nim nie był nawet w najmniejszym stopniu. Odwróciłam wzrok gdy na mnie popatrzył i usadowiłam się między Rachel , nieco zaniepokojoną naszym zniknięciem i przerażonym synem Becka. Chwyciłam go za rękę w geście , który miał go uspokoić. Zerknął na mnie i uniósł kąciki ust do góry.
- To rozumiem ! – powiedziałam i ścisnęłam jego dłoń jeszcze mocniej gdy jego ojciec usiadł tuż obok nas ze sztucznym uśmieszkiem na twarzy.
Ognisko powiększało się i rozrzucało iskry wokół siebie gdy chłopcy dorzucali suche gałęzie znalezione obok budynku. Niektórzy podchodzili i grzali sobie ręce nad płomieniami , ale ja ciągle dotrzymywałam towarzystwa Alexowi i Rachel , która nie była zadowolona z jego obecności. Wpatrywała się ciągle we mnie tym ponurym , złowrogim spojrzeniem i parskała śmiechem gdy chłopak przysuwał się bliżej mnie aż w końcu objął mnie ramieniem , tak że zrobiło mi się o niebo cieplej.
- Nie znasz go – szepnęła Rachel szturchając mnie ramieniem- Zaraz pewnie zaciągnie cię do swojego pokoju i wykorzysta Chan ! – powiedziała nieco głośniej , ale nie na tyle by on usłyszał.
- Mam dość tego , że się czepiasz. Może to ja chcę go gdzieś zaciągnąć ?!- Alex popatrzył się na mnie pytająco , a ja oblałam się rumieńcem- Zadowolona? – syknęłam do przyjaciółki , która odsunęła się ode mnie o tyle byśmy nie dotykały się ramionami.
- Bardzo – jęknęła wpatrując się w swoje buty.
***
Niemiłe ognisko , kłótnia z Rachel w pokoju , aż w końcu przeniesienie się do pokoju Alexa. Upierałam się , że ja zajmę kanapę przy ścianie , ale on z uporem położył się na niej pierwszy i wskazał mi palcem łóżko. Powiedziałam mu o moim chwilowym sporze z przyjaciółką i schowałam się pod kołdrą , która o dziwo pachnie już samym nim.
- To nie jest dobry pomysł – szepnął.
- Co nie jest dobrym pomysłem ? – dopytywałam się zza barykady z pościeli.
- Nie powinno tu być mnie ani ciebie. Mnie , bo mogłem wydostać się stąd z bratem i ciebie , bo panicznie boisz się lasu- wyjaśnił gdy ktoś zapukał do pokoju. Gestem reki kazał mi się ukryć pod kołdrą. Zrobiłam to jak najdokładniej i wczułam się w zapach jego perfum , którymi przesiąkła poduszka. Usłyszałam ciężkie buty na podłodze i głośnie zamknięcie drzwi. Rachel pewnie wychodzi z siebie , przeze mnie , chowającą się w łóżku obcego gościa. Nic by mnie nie zdziwiło , prócz tego kto tutaj się zjawił. Ojciec Alexa.
- Ani mi waż się do niej przywiązywać synu ! – krzyknął nagle , a mi zebrało się na obronę chłopaka- Wiesz , że nie lubię gdy ktoś próbuje się od ciebie czegoś dowiedzieć...To niebezpieczne Alex ! Nikt nie może wiedzieć , bo wsadzą mnie za kratki i zamkną obóz. A tego nie chcesz. Ona zasłużyła na to co ją spotkało – i wyszedł z hukiem zostawiając mnie w niepewności. Wyłoniłam się zza poduch i otarłam skroń od potu.
- O czym on mówił ?! – powiedziałam i usiadłam na brzegu łóżka.
- To chyba pora , żeby się wynosić – jęknął i spojrzał na mnie przerażony- Nie pytaj , nie domyślaj się. Zaufaj mi po prostu , dobrze ?
- Czy chodzi o twoją matkę ? – spojrzał na mnie z wściekłością – Dobrze- przytaknęłam i obróciłam się do niego plecami pochłonięta tajemnicą , którą skrywała ta cholerna rodzina.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz